Poprzedni
Następny

Carlos Santana i Brian May – dwaj mistrzowie gitarowego rzemiosła

Jeden jest muzycznym szamanem, próbującym z pomocą gitary poruszyć ludzkie dusze, a drugi doktorem nauk ścisłych, który precyzyjnie konstruuje swoje przeboje, riffy i solówki – Carlos Santana i Brian May, dwaj wielcy mistrzowie gitarowego rzemiosła, skończyli właśnie 75 lat. To dobra okazja, by włączyć sobie w odtwarzaczu (gramofon może być dobrym pomysłem) stworzoną przez nich wspaniałą muzykę i przy okazji powspominać niezwykłe ścieżki ich karier.

Audio Pro Drumfire II

Gdy 16 sierpnia 1969 roku 22-letni Carlos Santana czarował swą grą tysiące fanów zgromadzonych na słynnym amerykańskim festiwalu Woodstock, starszy dokładnie o jeden dzień Brian May, gitarzysta brytyjskiego zespołu Smile, dopiero marzył o sławie, która wykraczałaby poza granice Londynu. Choć na tym etapie kariery urodzony w Meksyku Amerykanin był o kilka kroków do przodu przed Anglikiem z domieszką szkockiej krwi, dziś trudno byłoby jednoznacznie orzec, który z nich odegrał większą rolę w historii muzyki rockowej. Wymyślony i zagrany przez Maya wraz z grupą Queen hit „We Will Rock You” śpiewają dziś tłumy kibiców na stadionach piłkarskich, a „Smooth” Santany to jeden z największych radiowych przebojów tego stulecia. Obaj mają zresztą w dorobku znacznie więcej ponadczasowych utworów.

Brian May – solidny producent klasyki rocka

Brian May urodził się 19 lipca 1947 roku na przedmieściach Londynu. Był jedynakiem i synem inżyniera-elektronika, co okazało się brzemienne w skutkach – to właśnie ojciec pomógł 16-letniemu Brianowi skonstruować pierwszą gitarę, z wykorzystaniem drewnianych elementów kominka znajdującego się w ich domu rodzinnym. Co ciekawe, ten wyprodukowany chałupniczym sposobem instrument okazał się na tyle dobry, że gitarzysta używa go do dziś, a jego gitara Red Special stała się jednym ze znaków rozpoznawczych grupy Queen.

Zobaczcie też: Perły z lamusa – „I'm in love with my car” Queen

To właśnie zespół założony w 1970 roku do spółki z wokalistą Freddiem Mercurym i perkusistą Rogerem Taylorem (basista John Deacon dołączył w następnym roku) stał się wehikułem, który wyniósł Maya na szczyt hierarchii światowego rocka. On sam w ogromnym stopniu przyczynił się do sukcesu kwartetu – nie tylko jako wirtuoz gitary i okazjonalny wokalista, ale także zdolny kompozytor.

Oprócz wspomnianego wcześniej przeboju „We Will Rock You”, spod palców Briana wyszły m.in. takie ogniste rockowe kawałki, jak „Fat Bottomed Girls”, „Hammer to Fall” czy „I Want It All”, poruszające ballady „Who Wants to Live Forever” i „Too Much Love Will Kill You”, a także „pożegnalny” hit Freddiego, „The Show Must Go On”. Gdybyśmy ułożyli playlistę złożoną wyłącznie z utworów zespołu Queen, które zawdzięczamy Mayowi, z naszych głośników przez dobre kilkadziesiąt minut płynąłby potok dźwięków z najwyższej muzycznej półki.

Fani rocka mogą dziękować niebiosom, że Brian postawił na karierę muzyka i nie został naukowcem, do czego zachęcał go ojciec. Gitarzysta nie zmarnował jednak i drugiego ze swych talentów – w 2007 roku obronił doktorat z astrofizyki w londyńskim Imperial College. Gwiazdor rocka został też gwiazdą niemal w dosłownym znaczeniu tego słowa – jego nazwiskiem nazwano bowiem planetoidę nr 52665, odkrytą na niebie w 1998 roku.

Carlos Santana – poszukiwacz duchowej ekstazy

Zupełnie inny życiorys ma urodzony 20 lipca 1947 roku Carlos Santana. Na świat przyszedł w meksykańskim miasteczku Autlán de Navarro, w wielodzietnej rodzinie, której głową był ojciec Jose, muzyk orkiestry mariachi. To właśnie on zaczął edukować muzycznie syna, który już jako pięciolatek poznał podstawy gry na skrzypcach, a trzy lata później nauczył się grać na gitarze.

Po przeprowadzce rodziny do San Francisco, przed nastoletnim Carlosem otworzyła się szansa na światową karierę. Założył zespół Santana Blues Band, który potem skrócił swą nazwę do Santana, wyraźnie wskazując w ten sposób, kto sprawuje w nim niepodzielną władzę. Pod tym właśnie szyldem ukazały się takie epokowe albumy, jak „Abraxas” (1970) czy „Supernatural” (1999), uważane zresztą przez wielu fanów muzyki solowe dzieła gitarzysty.

Nie ulega wątpliwości, że to właśnie unikatowe brzmienie gitary Carlosa i jego sceniczna charyzma decydują o popularności grupy, przez którą w ciągu półwiecza działalności przewinęło się kilkudziesięciu muzyków. Sam gitarzysta zwykł mawiać, że cała magia jego muzyki wypływa z głębi jego serca i że identyczny „sound” uzyskałby używając dowolnej gitary, choć od lat wierny pozostaje instrumentom marki PRS. Od końca lat 80. wypuszcza ona na rynek kolejne modele firmowane nazwiskiem „szamana gitary”.

Na ten przydomek Santana zasłużył nie tylko swymi magicznymi umiejętnościami muzycznymi czy meksykańskim pochodzeniem. Gitarzysta często podkreśla bowiem duchową stronę swojej twórczości, a wykonywanemu przez siebie zawodowi nadaje niemal mesjanistyczne znacznie. „Moja praca w tym życiu polega na dawaniu ludziom duchowej ekstazy poprzez muzykę. Na moich koncertach ludzie płaczą, śmieją się i tańczą” – mówił w jednym z wywiadów. Kiedy indziej stwierdził, że „melodia jest we wszystkim – kiedy ją znajdziesz, to natychmiast uzyskujesz dostęp do serca”, a jeszcze przy innej okazji, że „piosenki są jak tatuaże na umyśle – gdy je usłyszysz, nie jesteś w stanie się ich pozbyć”.

Trzeba przyznać, że takich piosenek-tatuaży Carlos ma w swym dorobku całkiem dużo. Nagrane w latach 70. instrumentalne „Samba Pa Ti” czy „Europa”, urzekające latynoskim rytmem „Oye Como Va” i „Black Magic Woman”, mega-przebojowe „Smooth” z gościnnym udziałem Roba Thomasa – to tylko początek składanki, którą z wielką rozkoszą odtworzy każdy sprzęt audio.

Mini-klęska gitarowego urodzaju

To doprawdy szczególny zbieg okoliczności, że dwóch tak wybitnych gitarzystów pojawiło się na tym świecie w odstępie zaledwie jednego dnia. Urodzili się w odległych od siebie zakątkach Ziemi, każdy z nich został inaczej wychowany i podążał inną życiową drogą – a jednak połączyła ich muzyka, ten uniwersalny język, którym porozumiewają się między sobą ludzie z całego świata. Szkoda tracić czas na rozważanie, który z nich jest ważniejszy dla historii muzyki. Lepiej po prostu włączyć sobie ich płyty w domowym odtwarzaczu CD lub gramofonie i cieszyć się z dźwięków, które zawdzięczamy niezrównanemu Brianowi Mayowi i nie mniej szacownemu Carlosowi Santanie.

A jeśli masz wątpliwości, czy Twój sprzęt audio jest wystarczająco dobry, by powierzyć mu odtwarzanie tak wybitnej muzyki, zasięgnij opinii #EkspertówDobregoBrzmienia, którzy chętnie podzielą się z Tobą fachową wiedzą w tej kwestii!

Czytaj więcej o muzyce:

Dowiedz się więcej o sprzęcie audio i uczyń słuchanie muzyki jeszcze przyjemniejszym:



Poprzedni
Powrót do aktualności
Następny

Polecane

Umów się na prezentację w salonie

W każdym z naszych salonów znajduje się sala odsłuchowa, w której w miłej atmosferze zaprezentujemy Ci brzmienie wybranego przez Ciebie sprzętu audio.

Umów się na spotkanie

Zobacz listę salonów

Umów

Top Hi-Fi & Video Design

Salony firmowe

Salony firmowe

Top Hi-Fi & Video Design: