Poprzedni
Następny

Yamaha A-S1200 – klasyka wciąż jest w cenie

Japoński producent jest bardzo głęboko zakorzeniony w świadomości użytkowników rozsianych po całym świecie. Historia marki, która sięga 1887 roku powoduje, że Yamaha wychowała całe pokolenia osób, które korzystały i korzystają z produkowanych przez nią instrumentów bądź produktów audio. To wieloletnie dziedzictwo to jednocześnie odpowiedzialność, wynikająca z wysokich oczekiwań jakie klienci Yamahy pokładają w każdym kolejnym produkcie od Japończyków. Nie inaczej jest w przypadku stereofonicznego wzmacniacza A-S1200. Ten, kontynuuje obraną kilka lat temu strategię czerpania z wizualnych wzorców, które Yamaha stosowała w swoich wzmacniaczach na przełomie lat 70 i 80-tych. Jak udało się połączyć ten klasyczny wygląd, z najnowocześniejszymi rozwiązaniami inżynierii audio? Sprawdźmy!

Harmonia ma drugie imię – to „klasyka”

Sprzęt hi-fi pełni jeszcze jedną funkcję, poza cieszeniem słuchu jego właściciela – często jest również ozdobą pomieszczenia, w którym się znajduje. Zmieniające się z biegiem lat trendy wydają się nie robić żadnego wrażenia na marce Yamaha. Ta, na przestrzeni lat wypracowała sobie niezwykle konsekwentny język projektowy. Zarówno klasyczne akcenty w postaci hebelkowych przełączników, jak i całość minimalistycznej formy konsekwentnie stosowane są od budżetowych amplitunerów stereofonicznych, aż po hi-end’owe konstrukcje wyspecjalizowane, takie jak A-S1200. Spójność nie musi jednak oznaczać monotonii, czego dowodem jest cała seria A-S oraz sam fakt, że wzmacniacze japońskiego producenta wciąż podobają się kolejnym pokoleniom miłośników muzyki.

Projekt wizualny wzmacniacza A-S1200 można określić niemal tak samo kultowym dla branży audio, jak samochodów Porsche w motoryzacji. Yamaha już dawno wybrała podobne podejście, co niemiecki producent sportowych aut. Założenie, że jeśli coś wygląda świetnie i działa niezawodnie, to nie ma potrzeby wprowadzania drastycznych zmian jest obustronnie korzystne. Efektem takiego działania jest niezwykle elegancki, dopracowany i ponadczasowy wygląd A-S1200. Posiadacze wcześniejszych modeli z serii A-S nie będą zaskoczeni sposobem obsługi, czy fenomenalną jakością „spasowania” poszczególnych elementów. Bardziej gruntowne zmiany wprowadzono pod przysłowiową „maską”, a więcej o nich powiemy w dalszej części testu.

 

Wzmacniacz jest dostępny w dwóch wariantach kolorystycznych – czarnym oraz srebrnym. Ciężko wskazać, który z nich prezentuje się lepiej, ponieważ oba są niezwykle eleganckie. Front wykonany z masywnej, aluminiowej płyty to bliźniaczy układ elementów – właściwie identyczny jak w poprzedniku, modelu 1100. Mamy więc masywne i precyzyjne pokrętło głośności i selektor źródła sygnału z ładnym efektem szczotkowanego aluminium. Znajomo prezentują się też świetnie działające pokrętła regulacji balansu (lewy/prawy kanał) oraz barwy brzmienia. Użytkownik może regulować ilość niskich i wysokich tonów, co pozwala dopasować charakter dźwięku do swoich preferencji. Na lewo od wspomnianych pokręteł znajdziemy dwa kolejne, tym razem mniejsze, regulujące tryb pracy oraz wyboru, na które terminale wychodzi sygnał. Podobnie jak w wyższych modelach (czyli A-S2200 i A-S3200), A-S1200 oddaje do dyspozycji dwie pary solidnych terminali głośnikowych wykonanych z wysokiej klasy mosiądzu. Są dodatkowo pozłacane dla poprawy ich trwałości i zwiększenia właściwości przewodzenia prądu.

Skoro mowa o gniazdach, to na pochwałę zasługuje zarówno ich ilość, jak i dobór. Pięć par wejść RCA z pozłacanymi złączami oraz dedykowane wejście gramofonowe kompatybilne z wkładkami MM oraz MC daje możliwość podłączenia kilku źródeł sygnału. Może to być ułatwieniem dla osób z rozbudowanymi systemami, w których nowy wzmacniacz jest „tylko” kolejnym elementem pięknej układanki.

Wykonanie i wykończenie wszystkich elementów zewnętrznych nie ukrywa, że mamy styczność z produktem topowej klasy. Jednak prawdziwe dzieło inżynierii widać dopiero wewnątrz. A-S1200 projektowano z zastosowaniem kilku fundamentalnych zasad, które przyświecają inżynierom Yamahy od dziesięcioleci – zminimalizowanie impedancji, wysokiej klasy komponenty oraz minimalizowanie wpływu wibracji powstających w trakcie pracy układu. W nowej generacji wzmacniacza szczególną uwagę poświęcono ostatniemu zagadnieniu poprzez przymocowanie kluczowych elementów wprost do masywnej ramy wzmacniacza. Przytwierdzono tam śruby nóżek, radiatory końcówek mocy, transformator oraz kondensatory blokowe. Takie rozwiązanie pozwala stłumić drgania tych podzespołów w trakcie działania, a co za tym idzie korzystnie wpłynąć na jakość brzmienia. Uwagę poświęcono też obniżeniu impedancji całego układu, stosując grube druty do połączenia masy. Według inżynierów Yamahy ma to realnie wpłynąć na odbiór sceny dźwiękowej, która jak się okazuje jest jeszcze lepsza niż w poprzedniku.

A-S1200 to zręczny ruch ze strony Japończyków – do klasycznego wyglądu i naprawdę wysokiej jakości wykonania, dodano kilka ulepszeń od środka. Taka strategia w przypadku rozwijania flagowej linii wzmacniaczy pozwala Yamasze cały czas się rozwijać i ulepszać je z generacji na generację. Montaż daje wrażenie, że całość jest wręcz wyrzeźbiona z metalu, wygląd przenosi nas do złotych czasów rozkwitu hi-fi. Jak to wszystko ma się do wrażeń odsłuchowych?

Chirurg, ale z uczuciami

W specyfikacji nowego wzmacniacza możemy zobaczyć moc na poziomie 90 watów na kanał przy impedancji kolumn na poziomie 8 ohmów. Maksymalnie transformator toroidalny może wytworzyć 160 watów przy 4 ohmach. Oczywiście papier przyjmie wszystko, a dumne specyfikacje i zapewnienia producenta nie zawsze spotkają się z oczekiwaniami użytkownika podczas słuchania nagrań. W przypadku A-S1200 wszystkie obietnice Yamahy o nowych ulepszeniach realnie wpłynęły na brzmienie, wszystkie zdecydowanie pozytywnie. Efekt? Jeszcze bardziej kompletny, dojrzały wzmacniacz godny hi-endowej „metki”.

Pierwsze wrażenia po uruchomieniu A-S1200 są następujące – to stara, dobra Yamaha. Dźwięk charakteryzuje się więc wysoką przejrzystością, wyrównaniem pomiędzy ilością poszczególnych pasm i czymś co można nazwać neutralnym brzmieniem. Definicja ta jest dość ruchoma, a każdy meloman upatruje w niej swój ideał dźwięku, ale nie ma wątpliwości co do fantastycznych osiągnięć Yamahy w tej materii. Podstawową cechą jest fantastyczna scena. Poza szerokością, głębią oraz świetnym wypełnieniem na wysokość, imponuje też jeszcze bardziej precyzyjne rozmieszczenie na niej instrumentów względem poprzednika. A-S1100 oferował pod tym względem bardzo wiele, ale A-S1200 idzie o krok dalej, robiąc to bardzo dosadnie. Odsłuchom Radiohead towarzyszyły ciarki na plecach – choć muzyka brytyjskiego zespołu jest emocjonująca sama w sobie, nowa wersja wzmacniacza dodała do nagrań pierwiastek magii. Można poczuć otoczenie dźwiękiem nawet jeśli nasz system bazuje na kolumnach podstawkowych, które z reguły słabiej wypełniają pomieszczenie ciśnieniem akustycznym. W przypadku A-S1200 ciężko mówić nawet o tym, ponieważ muzyka zdaje się płynąć niezwykle swobodnie.

Przestrzenność nie ustępuje jednak kontroli. Yamaha podtrzymuje tym modelem swój charakterystyczny, naturalny charakter brzmienia poprzez trzymanie całości w ryzach. Świadczy o tym choćby sposób prezentacji basu. W porównaniu z poprzednikiem, A-S1200 oferuje niskie tony zbliżone ilością oraz tonacją do większego brata, czyli A-S2200. Dół wybrzmiewa tu nieco bogatszą masą, jest go więcej bez utraty jakości. Jego barwa zyskała nieco ocieplenia co sprzyja dłuższym odsłuchom, ale ani na moment nie odpuszcza wysokich technikaliów. Bas potrafi być krótki, zwarty i niezwykle szybki przy dynamicznej muzyce i kolumnach nastawionych na precyzję, jak choćby testowe ELAC Vela BS403, które pomogły mi w ocenie brzmienia nowego produktu Yamahy. Z kolei spokojne, jazzowe nuty kontrabasu na płytach Marcin Wasilewski Trio świetnie pokazywały zdolność wzmacniacza do prezentowania cech repertuaru, a nie tylko suchej precyzji. Pełnowymiarowe kolumny podłogowe jak Bowers & Wilkins 703 S2 w duecie z bohaterem testu mówiły tym samym językiem, oferując naprawdę gęsty, mocny i dociążony bas z subtelnym dodatkiem ciepła. W zależności od nagrań niskie pasmo pozostaje neutralne temperaturowo, ale jego siła nie daje się we znaki cały czas. Dowolny zryw instrumentów czy szybki rytm utworu pokazuje zwinny charakter dźwięku, jednak tylko wtedy gdy zachodzi taka potrzeba. A-S1200 gra niezwykle plastyczną, dociążoną podstawą basową dzięki czemu jest odporny na różnorodne gusta muzyczne. Tym samym pozwala cieszyć się materiałem zawartym na albumach, bez ciągłego skupiania się na audiofilskich smaczkach. Te są pokazywane słuchaczowi wyraźnie, ale też wystarczająco łagodnie, by nie przysłaniać pozostałych zalet. W pełni uzasadniają one niemałą cenę jaką przyjdzie zapłacić za nowy nabytek.

Pewnych ulepszeń doczekała się też średnica, która teraz wyróżnia się jeszcze bliższą prezentacją oraz usprawnionym przekazem detali. Początkowo ciężko uwierzyć własnym uszom, ale porównanie z A-S1100 pokazuje, że nowy model lekko ociepla wokale, a przekaz jest bardziej plastyczny i muzykalny. Wszystko to udało się pogodzić z fantastyczną rozdzielczością. Precyzja żyje w zgodzie z ulepszoną plastycznością brzmienia Yamahy, dzięki czemu środek pasma A-S1200 nadal można określić jako neutralny. Słychać za to więcej muzycznej „tkanki”. Dźwięk sprawia wrażenie bardziej lepkiego, dociążonego, ale wciąż zachowuje lekkość i szybkość, za które tak wiele osób uwielbia brzmienie Yamahy. Zmiany wynikające zapewne z zastosowania lepszej jakości komponentów pomagają uzyskać jeszcze lepsze rozmieszczenie instrumentów na obszernej scenie, którą tworzy ten wzmacniacz. Słuchając z zamkniętymi oczami można bez problemu odróżnić bliskość pierwszego planu i oddalenie reszty. Szczególnie rzuca się to w uszy przy dobrze zrealizowanych płytach niewielkich zespołów – jak choćby „In Rainbows” od Radiohead. Rozmach orkiestry również brzmi wyśmienicie, gdzie cichsze instrumenty smyczkowe były świetnie odseparowane od potężnych uderzeń bębnów.

Średnica jest energiczna, barwowo można w niej usłyszeć delikatne faworyzowanie wyższej części pasma. Dzięki temu żeńskie wokale, czy gitary akustyczne brzmią lepiej – można poczuć jeszcze więcej przejrzystości i detalu bez zaostrzenia barwy. Subtelne zmiany wprowadzone do brzmienia są o tyle dobre, że nie odczuwamy rozjaśnionej tonacji, ale nasycenie szczegółami oraz sama gęstość generowanego dźwięku uległa poprawie. A-S1200 fantastycznie współgra z kolumnami, które kładą nacisk na środkowe pasmo. Jak wiadomo, muzycznie to właśnie tu dzieje się najwięcej, dlatego za jakość wokali i prezentacji instrumentów należy się inżynierom Yamahy najwyższa nota. Świeża seria wzmacniaczy wyraźnie kładzie nacisk na jeszcze większą przyjemność odsłuchu, a technikalia przedstawia słuchaczowi delikatniej. Wszystko to sprawia, że A-S1200 zachęca do słuchania całych płyt od początku aż do końca. Po prostu ciężko go wyłączyć i nie czuć się odprężonym.

Na sam koniec celowo pozostawiamy ocenę najwyższego pasma, co w przypadku najnowszej Yamahy było prawdziwą wisienką na torcie. To właśnie góra wnosi najwięcej charakteru A-S1200 sprawiając, że całościowo odbieramy jego brzmienie jako neutralne, energiczne i przestrzenne. Nostalgiczny wygląd obudowy nie ma nic wspólnego z brzmieniem sprzętu hi-fi sprzed lat. W tym przypadku to komplement, ponieważ górne pasmo prawdopodobnie najbardziej naturalne spośród innych konkurencyjnych wzmacniaczy do 10 tysięcy złotych. Jest lepiej niż dobrze.

Od pierwszych minut po uruchomieniu w uszy rzuca się przede wszystkim lekkość i szybkość z jaką A-S1200 podaje najwyższe częstotliwości. Muzyczne „zakręty” nie są żadnym wyzwaniem, dzięki czemu mamy możliwość skupienia się na całym spektaklu, który się właśnie dzieje. Sprzęt zdaje się ulatniać na drugi plan. Barwowo nowy model plasuje się gdzieś po środku -  góra ani nie stawia na przesadne ochłodzenie i detal za wszelką cenę, ani nie jest ciepła i powolna. Owszem, nadal słychać tu sporo muzykalności, ale do lampowego stylu grania bardzo daleko. Yamaha zebrała wszystkie najlepsze cechy tranzystorowego wzmocnienia do jednego urządzenia, na czym góra korzysta w stu procentach. Wyższe partie saksofonu na płycie Spark Of Life w wykonaniu Marcin Wasilewski Trio brzmiały zmysłowo, ale przede wszystkim dokładne umieszczenie ich w przestrzeni pozwoliło cieszyć się wszystkimi stereofonicznymi smaczkami albumu.

Mamy więc duże pokłady oddechu i przestrzeni. Szczególnie małe składy jazzowe pokazywały możliwości wysokiego pasma, bo to dzięki niemu możemy poczuć jak duża odległość dzieli poszczególne plany. A-S1200 jest pod tym względem bardzo dokładny i nie przekłamuje rzeczywistości. Nie usłyszymy wysokich tonów w pełnej krasie, jeśli płyta została zarejestrowana ignorując jakość. Wzmacniacz świetnie rozróżniał „duszne” nagrania od tych, gdzie dało się wręcz rozpływać nad wszystkimi pogłosami. Całościowo mamy tu więc styczność z dokładną, dynamiczną oraz nieco analityczną górą pasma, co wcale nie oznacza, że nie da się przy niej odprężyć. Wręcz odwrotnie, A-S1200 potrafi wbić w kanapę na długie godziny, przez co nawet nie zauważymy, która z kolei płytę włączyliśmy. Naszym zdaniem może to być wzór do naśladowania dla innych producentów. Można zestroić wszystko tak, aby techniczne możliwości połączyć z przyjaznym, niezaostrzonym odbiorem. Dokładnie to zrobili inżynierowie Yamahy w nowym modelu.

Zapas mocy na pokładzie

Warto wspomnieć również o synergii wzmacniacza z różnymi kolumnami. Nasze testy przeprowadziliśmy na dwóch skrajnie różnych parach – najpierw podstawkowe ELAC Vela BS403, by następnie przejść do podłogowych kolumn Bowers & Wilkins 703S2. Są to zupełnie różne zespoły głośnikowe, nie tylko ze względu na wymiary, ale głównie charakter brzmienia. ELAC to pokaz technicznych możliwości i nastawienie na chłodne, maksymalnie precyzyjne granie z naturalną górą i otwartą średnicą. Z kolei Bowers & Wilkins oferuje bardziej dociążone, lekko ocieplone brzmienie, choć nadal nie można jednoznacznie określić go zaokrąglonym, czy miękkim.

Yamaha A-S1200

W obliczu dwóch skrajnych biegunów A-S1200 koncertowo poradził sobie z napędzeniem obu modeli. Produkty ELACa są znane z tego, że lubią dużo dobrze kontrolowanej mocy. Nie inaczej jest z Bowers’ami. Owszem, kolumny mogłyby grać nawet przy mocy na poziomie 50 watów na kanał, ale prawdziwe możliwości przetwornika Continuum i piękny bas słychać dopiero przy większej dawce energii. Obecność Yamahy w systemie właśnie to zapewnia, a komfortowy odsłuch można było uzyskać przy ustawieniu potencjometru minimalnie powyżej godziny dziewiątej. Przy takiej konfiguracji obie kolumny grały donośnie, ze zwartym basem oraz świetnie dociążoną średnicą. Każdy delikatny ruch pokrętłem w górę powodował, że 30-metrowe pomieszczenie odsłuchowe zalewał dźwięk, a warunki stopniowo robiły się koncertowe. Niekoniecznie jest to zdrowe dla słuchu, więc poprzestawaliśmy na niższych poziomach głośności, ale korzystnie świadczy to o zapasie mocy dostępnym w A-S1200. Spokojnie możemy tworzyć system nawet z bardzo nieefektywnymi kolumnami, a watów nie powinno zabraknąć.

Szczególnie w duecie z BS403 wzmacniacz dawał poczucie tego, jak bardzo chce grać. Dynamika rządziła się na prawo i lewo, wspaniałe było też rozbudowanie sceny na wysokość. Odsłuch muzyki klasycznej – szczególnie kompozycji Vivaldiego w wykonaniu Sonatori de la Gioiosa Marca – był w takich warunkach naprawdę wspaniałym doświadczeniem. Łatwo odczuwalna szybkość i zwiewność brzmienia instrumentów smyczkowych to naprawdę wciągający aspekt dźwięku A-S1200. Dodajmy do tego zwarty, krótki bas ze świetną kontrolą i mamy wręcz idealnego kandydata dla tych, którzy większość swojego czasu dla muzyki poświęcają właśnie klasyce. Choć trzeba przyznać, że neutralność sprzyja nawet bardzo różnorodnym gustom. Możemy słuchać skromnego trio jazzowego, by za moment zdecydować się na mocne uderzenie Led Zeppelin, ale A-S1200 sprosta temu zadaniu z uśmiechem na…wskaźnikach wychyłowych. Ten element konstrukcyjny, jak również piękne podświetlenie tylko zbliżają nas do klimatu muzyki z lat 70-tych.

Podsumowanie

Yamaha swoim odświeżonym modelem może nieźle namieszać na rynku. A-S1200 to wzmacniacz o podwójnej twarzy – wygląd jednoznacznie nawiązuje do nostalgicznej przeszłości, a wnętrze zaskakuje współczesnymi rozwiązaniami, prężąc muskuły od pierwszych nut. Topowa jest również jakość wykonania, co do której ciężko mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Znaczna część obudowy jest wykonana z wytrzymałego aluminium. Wydaje się, że tylko Japończycy są w stanie zaoferować tak absurdalnie wysoki poziom wykonania w tym przedziale cenowym. Komponenty to także wysoka półka, świadcząca o tym, że Yamaha wciąż się rozwija, a razem z nią jej produkty i ich brzmienie. Dla kogo zatem jest A-S1200? Z pewnością dla tych z nieco zasobniejszym portfelem. Sam wzmacniacz to wydatek blisko 10 tysięcy złotych, a do pełnego cieszenia się jego możliwościami drugie tyle należałoby przeznaczyć na kolumny. Jeśli jednak posiadacie już jakąś parę głośników, możecie być przekonani, że AS-1200 wniesie do muzyki mnóstwo jakości i charakteru.

Te kwoty, są w pełni wynagradzane dojrzałym, naturalnym charakterem grania, które tak bardzo przyczyniło się do sukcesu Yamahy. Nowy członek flagowej rodziny A-S to świetne rozwinięcie tego, co oferował A-S1100 i jednoznaczny krok do przodu. Czy warto wymieniać starszy model na nowszy? Ostatecznie muszą to podpowiedzieć uszy, jak i możliwości finansowe nabywcy, ale to co usłyszeliśmy w testach podpowiada, że tak. Klasyczne rozwiązania z kilkoma usprawnieniami po prostu musiały przynieść zmierzony efekt. A-S1200 to sprzęt godny rekomendacji!

Zachęcamy również do zapoznania się z pozostałą częścią oferty w strefie marki Yamaha na naszej stronie. Można tam zapoznać się z dokładną specyfikacją urządzeń, a także przeczytać opinie naszych klientów. W razie pytań lub chęci odsłuchu wybranego sprzętu eksperci w salonach rozmieszczonych po całej Polsce służą profesjonalną pomocą. Przygotowujemy wybrany system, by w spokojnej atmosferze można było podjąć trafne decyzje o zakupie. Serdecznie zapraszamy!

 

Poprzedni
Powrót do aktualności
Następny

Polecane

Umów się na prezentację w salonie

W każdym z naszych salonów znajduje się sala odsłuchowa, w której w miłej atmosferze zaprezentujemy Ci brzmienie wybranego przez Ciebie sprzętu audio.

Umów się na spotkanie

Zobacz listę salonów

Umów

Top Hi-Fi & Video Design

Salony firmowe

Salony firmowe

Top Hi-Fi & Video Design: