Poprzedni
Następny

Perły z lamusa: „Good Vibrations” The Beach Boys. Kieszonkowa symfonia dla każdego

Według autobiografii lidera zespołu, Briana Wilsona, to wszystko mogło skończyć się naprawdę kiepsko. – Albo będziemy mieli największy hit na świecie, albo kariera Beach Boysów się skończy – powiedział gitarzysta, Bruce Johnstone po usłyszeniu pierwszych nagrań planowanego singla grupy, czyli „Good Vibrations”. Dziś wiemy już, jak potoczyły się losy jednego z najważniejszych utworów chłopaków z kalifornijskich plaż, ale faktycznie, nie było różowo…

Beach Boys

Przez dekady, od końca lat sześćdziesiątych, krytycy oceniają „Good Vibrations” jako najlepszy i najważniejszy singiel w historii zespołu The Beach Boys – i równie ważny utwór w światowej historii muzyki. Ma to związek nie tylko z ostatecznym brzmieniem piosenki, ale z całym procesem twórczym, który jej nagraniu towarzyszył.

Piosenka modułowa

Podczas komponowania muzyki do utworów, które znalazły się na wydanej w maju 1966 roku płycie „Pet Sounds”, Wilson zaczął zmieniać swój dotychczasowy tryb pracy. Zamiast udać się do studia z ukończonym utworem, robił wszystko nieco inaczej. Nagrywał utwory z udziałem członków zespołu i muzyków sesyjnych. W końcu, gdy był zadowolony z dźwięku, rozkładał go na kolejne niewielkie partie i nagrywał skomponowane kawałki tak, by materiał zawierał serię zmian akordów, które mu się podobały. Następnie, dopiero po odsłuchaniu tego materiału komponował całą melodię utworu.

– Miałem wiele niedokończonych pomysłów, fragmentów muzyki, które nazwałem moimi małymi przeczuciami. Każde przeczucie czucie reprezentowało nastrój lub emocje, które odczuwałem i planowałem dopasować je do siebie jak mozaikę – opowiadał w wywiadach Wilson. Można zatem skrótowo powiedzieć, że cała struktura i ostateczna aranżacja utworu powstały w trakcie ostatecznego jego nagrywania. Dzięki metodzie splatania taśm, każdy fragment można było następnie zmontować w liniową sekwencję, pozwalającą na wytworzenie dowolnej liczby większych struktur i rozbieżnych nastrojów w późniejszym czasie. Utalentowany publicysta, Derek Taylor, który wcześniej pracował jako przedstawiciel prasowy zespołu The Beatles, a później przejął tę rolę w ekipie public relations The Beach Boys, znalazł na utwory nagrane w ten sposób doskonałe określenie – „kieszonkowe symfonie”.

Czym są „dobre wibracje”?

Kwestia dobrych wibracji również pochodzi od Wilsona. Zainspirował się on rozmową, którą odbył ze matką, która zasugerowała, że ludzie wydzielają wibracje energii, z którymi zwierzęta są bardziej zgodne niż ludzie. Jako przykład podała mu psy, które szczekają na niektórych obcych ludzi. Wspomniała też, że jako muzyk powinien postarać się wpływać na tę sferę świata i wypełniać go pozytywnymi wibracjami. Ten koncept, choć pozornie prosty, zbiegał się w czasie ze świeżym ruchem hipisów i ich poglądami na świat i jego ezoteryczną organizację. Wilson zatem, jak wielu innych w tym czasie, zainteresował się kosmicznymi wibracjami. Tytuł i nastrój piosenki ewidentnie skupiają się na modnym wówczas ESP (pozazmysłowe postrzeganie).

Nie oszukujmy się, że pozazmysłowe postrzeganie wiązało się jedynie z filozofią postrzegania świata. „Good Vibrations” to jeden najdroższych singli wyprodukowanych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – nie tylko ze względu na astronomiczne ceny sprzętu potrzebnego Wilsonowi i reszcie ekipy, czy najdroższe studia nagraniowe. Nawet tak niesamowicie twórczy umysł jak Wilson potrzebował bowiem dodatkowej stymulacji. Wilson zwrócił się zatem w stronę coraz bardziej zaawansowanych środków wspomagających pracę koncepcyjną – zarówno muzycznych, jak i chemicznych. W ciągu 17 sesji, rozłożonych na trzy miesiące, zaciągnął do współpracy szereg muzyków z najwyższej półki, aby ożywić piosenkę, łącząc rozbieżnie brzmiącą listę instrumentów, która zawierała wszystko, od basów, smyczków i dętych instrumentów drewnianych po najnowszą elektronikę. W miarę jak sesje się odbywały, studyjne rachunki również rosły, osiągając ostatecznie poziom 75 000 dolarów, co stanowi równowartość dzisiejszych… 550 000 dolarów po korekcie o inflację. Krytycy, choć zachwyceni, nazwali to bezbożną sumą pieniędzy jak na stworzenie jednego utworu.

Drogo i na haju

Do tej kwoty złośliwi dorzucają też niebagatelne pieniądze wydane na luksusy dla zespołu – Wilson twierdził, że najlepiej pracuje zrelaksowany i otoczony drogimi rzeczami, mieszkając w najdroższych apartamentach. Ponieważ sprzęt i luksus nie okazały się wystarczające, Wilson sięgnął też po modne – i drogie – narkotyki, które pomogły mu wywołać preferowany stan twórczy. Niestety, nie przewidział, że takie metody zdecydowanie zaognią strach i paranoję, zawsze czające się na marginesie jego coraz bardziej kruchej psychiki. Do tego, jego kosztowne potrzeby i gwiazdorskie histerie sprawiły, że koledzy z zespołu zaczęli mieć poważne problemy z dopasowaniem się do coraz bardziej wymagających standardów Wilsona.

– Brian był wtedy absolutnie na szczycie. Boże, był jak pociąg towarowy! Trzymaliśmy się drogiego życia, ale siedzieliśmy też w studio i na prywatnych imprezkach dzień i noc – wspominał Al Jardine w wywiadzie dla magazynu Uncut.

Choć nagrywanie i produkcja „Good Vibrations” były wymagające, drogie i powodowały problemy, Wilson nigdy nie żałował swoich decyzji. Czując się na szczycie twórczego szczytu – i mając poczucie znajdowania się na skraju gigantycznego życiowego przełomu – określił ten utwór jako „podsumowanie mojej wizji muzycznej, harmonijną zbieżność wyobraźni i talentu, wartości produkcyjnych i rzemieślniczych, pisania piosenek i duchowości". Skromnie…

Jednak u schyłku prac, latem, zaczął się martwić, że on i The Beach Boys nie będą w stanie oddać tej piosence sprawiedliwie i rozważał nawet przekazanie jej innemu zespołowi. Na szczęście ekipa skutecznie odwiodła go od tego pomysłu.

Przełom w historii

Wydany 10 października 1966 roku singiel „Good Vibrations” wstrząsnął światem muzyki pop. Zdaniem krytyków Wilson i spółka stworzyli coś, co do tej pory było absolutnie poza zasięgiem jakichkolwiek muzyków. Do dziś przetrwał zresztą pogląd, że ten utwór podniósł studio nagraniowe do rangi wspaniałego instrumentu. Studio nie było już tylko miejscem do nagrywania. Każdy producent muzyczny stanął właśnie przed szansą wykorzystania studio jako narzędzia do kształtowania brzmienia utworu. Brzmienie  psychodeliczny rock, wyznaczając punkt przejściowy w muzyce. A nowy, radosny, plażowy, a jednak niesamowicie psychodeliczny rock był ogromnym przełomem w muzyce. Jedyne, czego Wilson nie zrobił dla tego przeboju, to użyczenie swojego głosu. W przeboju słyszymy jego brata, Carla.

Zaledwie po tygodniu na rynku „'Good Vibrations” wyprzedziło wszystkie trzy nowe single, które zadebiutowały na listach przebojów nad nim. W listopadzie i grudniu singiel The Beach Boys był już na samym szczycie. W pewien sposób pozostaje na nim do dziś. Być może dlatego hit nie doczekał się znanych coverów – trudno mierzyć się z pewną wielkością i kunsztem. Wytrawny poszukiwacz znajdzie na pewno kilka wersji przeboju, ale żaden z nich nie jest wart uwagi. My zdecydowanie polecamy oryginał, a w celu uzyskania najlepszego psychodelicznego brzmienia proponujemy udać się do jednego z naszych salonów i sprawdzić, jak „Good Vibrations” zabrzmią na najlepszym dostępym zestawie stereo.

Poprzedni
Powrót do aktualności
Następny

Polecane

Umów się na prezentację w salonie

W każdym z naszych salonów znajduje się sala odsłuchowa, w której w miłej atmosferze zaprezentujemy Ci brzmienie wybranego przez Ciebie sprzętu audio.

Umów się na spotkanie

Zobacz listę salonów

Umów

Top Hi-Fi & Video Design

Salony firmowe

Salony firmowe

Top Hi-Fi & Video Design: