Poprzedni
Następny

Perły z lamusa: „Do They Know It’s Christmas?”, Band Aid. Artyści pomagają Afryce od lat

Do They Know It's Christmas

Zbliżający się świąteczny czas często nastraja ludzi pozytywnie i daje im energię do działania. W muzycznym świecie ten okres w roku także sprawiał, że muzycy jednoczyli się, by wspólnie działać charytatywnie i zmobilizować swoich fanów do czynienia dobra. Właśnie taka okołoświąteczna postawa jest tłem dla powstania wzruszającego hitu „Do They Know It’s Christmas?” w wykonaniu słynnego Band Aid.

Znana i lubiana piosenka jest singlem charytatywnym, za którego powstaniem i sukcesem stoi Bob Geldof, czyli wokalista zespołu The Boomtown Rats. Geldof wpadł na pomysł skrzyknięcia znajomych muzyków po obejrzeniu filmu dokumentalnego BBC, opowiadającego o głodzie w Etiopii. Pomyślał zatem o uświadomieniu ludziom, że w większości krajów Afryki 25 grudnia jest dość ciepło, a ci, którzy żyją w biedzie i głodzie w Afryce być może nawet nie wiedzą, że nadeszło Boże Narodzenie.

Swoje przemyślenia na temat utworu Bob Geldof zawarł w książce „I Want My MTV: The Uncensored Story of the Music Video Revolution”. – Inni mogą twierdzić inaczej, ale dla mnie lata osiemdziesiąte charakteryzowały się niebywałą szczodrością i życzliwością. Przed pierwszym koncertem Live Aid ludzie uczestniczyli w tym zjawisku od miesięcy. „Do They Know It’s Christmas?” sprzedawano nawet w sklepach mięsnych! Ta piosenka – nieszczególnie przecież dobra – wywołała gigantyczną falę współczucia. Nigdy nie mówiliśmy, że wyeliminujemy głód na świecie, ale mogliśmy zwrócić uwagę na potworną zbrodnię ludzką, moralny i intelektualny absurd. To wszystko zadziałało – opowiadał Gedolf.

Od pomysłu do realizacji

Geldofowi zamarzyła się świąteczna i sentymentalna melodia, połączona z poruszającym tekstem.  Bob zajął się zatem słowami, a o pomoc w skomponowaniu muzyki poprosił Midge’a Ure’a z zespołu Ultravox. Ure podszedł entuzjastycznie do pomysłu i zaproponował, że zostanie też producentem utworu. Niełatwe to zadanie, gdy trzeba opanować kilka gwiazd i wybitnych oraz znanych głosów.

Okazało się jednak, że nawet niełatwe zadania można zrealizować szybko i sprawnie. Praktycznie cały utwór został nagrany i zmiksowany w ciągu 24 godzin! Nagranie miało miejsce w niedzielę, 25 listopada 1984 roku. Swoje partie nagrali wcześniej tylko Sting i Simon LeBon. Co jeszcze ciekawsze w tym kontekście – żaden z przybyłych wokalistów nie słyszał piosenki przed przyjazdem, więc nauczyli się swoich partii słuchając stworzonego przez Midge Ure, przewodnika, a następnie nagrali je.

W utworze śpiewali kolejno Paul Young, Boy George, George Michael, Simon Le Bon i Bono. Chór składał się z Davida Bowiego, Phila Collinsa, Paula McCartneya, Boba Geldofa, Ure'a i wielu innych artystów, którym nie dano własnego wersu, ale zaśpiewali fragment „Feed The World”. Ponadto wszyscy użyczyli swojego wizerunku do promocji utworu, pojawiając się na promocyjnym zdjęciu. Jeśli chodzi o pomoc w wykonaniu, to John Taylor z Duran Duran grał na basie, Phil Collins na perkusji. Reszta instrumentów została dograna przez Ure’a.

Jeden frajer i jeden bojkot

Przy tak napiętym harmonogramie nie było czasu na kłótnie, choć nie wszyscy zaproszeni goście żywili do siebie sympatię. Jednak większość starała się odłożyć na bok swoje różnice – z wyjątkiem nielicznych. We wspomnianej już książce „I Want My MTV: The Uncensored Story of the Music Video Revolution”, George Michael wspomina, że miał krótkie spięcie z Paulem Wellerem z The Jam, który postanowił nieprzyjemnie zaczepić wokalistę. – Powiedziałem mu wtedy, że nie może być frajerem przez całe życie. Niech weźmie sobie dzień wolny – opowiadał Michael. To i tak niewiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę charakterów.

Midge Ure powiedział w wywiadzie dla Songfacts, że ograniczenie czasowe nagrania było bardzo pomocnym aspektem. – Czasami taka presja popchnie cię do stworzenia czegoś magicznego, eliminuje przecież swobodę, którą masz nagrywając coś spokojnie w studio. Tu było prosto: trzeba to szybko zrobić i mieć z głowy. Zadanie niby proste – zgrać od każdego z wykonawców jego ścieżkę i zadbać, by była do przyjęcia. Tu okazało się, że wiele fragmentów zabrzmiało naprawdę wyjątkowo – wspominał Ure. Kto jego zdaniem dał najbardziej natchniony występ wokalny w tej piosence? Według Ure’a był to Bono.

Producent zdawał sobie jednak sprawę, że nie nagrano tak naprawdę niczego muzycznie wyjątkowego i nikt nie udawał nawet, że tak jest. – Och, to nigdy nie była wspaniała piosenka. Ale jako nagranie, jako produkcja, jest dla mnie powodem do wielkiej dumy. Bob też jest z niej dumny i powinien – wykonał swoją pracę fenomenalnie – powiedział Midge Ure w wywiadzie z 2015 roku.

Dość istotny dla projektu był też brak zespołu Queen. Muzycy nie zostali zaproszeni, bowiem została wcześniej w tym samym roku zagrali koncert w RPA, naruszając tym samym ogłoszony przez światowych artystów bojkot rozdartego apartheidem kraju. Geldof wybaczył im jednak później i zaprosił Queen do występu na Live Aid, gdzie ich ożywczy set był punktem kulminacyjnym kilku koncertów.

Band Aid, Geldof i frustracja

Geldof i jego wypowiedzi czasem zaprzeczają nieco opinii Ure’a o tym, jakoby wokalista Boomtown Rats czuł dumę z tego utworu. – Jestem odpowiedzialny za dwie najgorsze piosenki w historii. Jedna z nich to “Do They Know It's Christmas?”, druga – “We Are The World” – powiedział Geldof australijskiemu The Daily Telegraph w wywiadzie z 2010 roku: "

Artysta nigdy nie gloryfikował też wysiłków pomocowych. Zapytany, czy jest dumny ze swojej pracy, aby zakończyć głód Geldof odpowiedział raczej gorzko. – Wcale nie, to wyczerpujące i nudne, jeśli chcesz poznać prawdę. Wcale się nie spełniam. Jestem tym nieskończenie sfrustrowany – wyznał wokalista. Geldof dodał też, że irytuje się, gdy kolędnicy wykonują ten hit przed domami podczas Świąt. – Czy oni serio myślą, że „Do They Know It's Christmas?” jest tak stara i ważne jak „Cicha Noc”? Zazwyczaj po prostu bardzo chcę, żeby przestali śpiewać, bo robią to naprawdę źle – narzekał Geldof w wywiadzie.

Warto jednak zawsze pamiętać, że efektem projektu i nagrania był nie tylko najlepiej sprzedający się singiel w historii Wielkiej Brytanii (pobiło go dopiero „Candle In The Wind” Eltona Johna w 1997 roku), ale też trzymająca się długo i mocno inspiracja dla innych artystów. A singiel zebrał 14 milionów dolarów na pomoc w walce z głodem w Afryce. Warto zresztą dodać, że George Michael wydał „Last Christmas” mniej więcej w tym samym czasie. I wszystkie wpływy z piosenki przekazał na pomoc Geldofowi w zasilaniu fundacji ratującej afrykańskie dzieci przed głodem.

Artyści na pomoc

Faktycznie, była to pierwsza, ale nie ostatnia z dużych grupowych akcji charytatywnych wśród muzyków. Rok później amerykańscy artyści wydali słynne „We Are The World”, a Geldof pomógł zorganizować występy Live Aid. Kolejne charytatywne single, które pojawiły się po nich to „Sun City” i „That's What Friends Are For”.

W 1989 roku grupa artystów takich jak Kylie Minogue, Jason Donovan i Bros, nagrała utwór ponownie jako Band Aid II. Jedynymi artystami pozostałymi po oryginalnym Band Aid były dziewczyny z zespołu Bananarama. Po raz kolejny fundacje pomocowe zarobiły grube miliony dolarów.

W 2004 roku, kolejna nowa wersja nagrana przez grupę artystów takich jak Bono, Paul McCartney, Chris Martin i Dido. Utwór znowu wydano jako singiel w Wielkiej Brytanii, a dochody przeznaczono na pomoc ofiarom kryzysu politycznego i humanitarnego w Sudanie. Bono jest jedynym artystą śpiewającym w tej wersji, który wystąpił również w oryginale.

W 2014 roku zebrano czwartą ekipę Band Aid, aby ponownie nagrać tę samą piosenkę. Wśród wokalistów znaleźli się między innymi członkowie One Direction, Sam Smith i jeszcze raz... Bono.

Warto wspomnieć, że po latach artysta nieco zżyma się na wspomnienie śpiewanej przez siebie frazy „Tonight, thank God, it's them instead of you” („Na szczęście dziś to oni, a nie ty”). – Jest to dość wredna linia i faktycznie ujawnia, jak samolubny sposób myślenia wszyscy mamy gdzieś pod spodem. Myślę, że Bob starał się być szczery. Myślę, że Bob starał się być uczciwy, surowy i samozwańczy – mówił Bono.

Powiedziałem Bobowi, że nie chcę śpiewać tej linii. A on stwierdził: „Tu nie chodzi o to, czego chcesz, OK? Chodzi o to, czego ci ludzie potrzebują”. Byłem za młody, żeby się z nim kłócić, no i to był jego projekt i cieszyłem się, że mogłem w nim być – wspomina wokalista U2.

Zapomnijmy jednak o niefortunnych wyrażeniach i poddajmy się nastrojowi świątecznej radości. Być może sprawi on, że Święta będą dla kogoś piękniejsze.

Poprzedni
Powrót do aktualności
Następny

Polecane

Umów się na prezentację w salonie

W każdym z naszych salonów znajduje się sala odsłuchowa, w której w miłej atmosferze zaprezentujemy Ci brzmienie wybranego przez Ciebie sprzętu audio.

Umów się na spotkanie

Zobacz listę salonów

Umów

Top Hi-Fi & Video Design

Salony firmowe

Salony firmowe

Top Hi-Fi & Video Design: