Poprzedni
Następny

Perły z lamusa: „Apache”, The Shadows. Trudno, pięknie i bez słowa – trzymajcie swoje skalpy!

Średnia ocen: 5
(1 ocena) 1 komentarz

The Shadows

Nawet jeśli nie znasz tej piosenki ani jej tytułu, nie masz pojęcia, kto ją napisał i nagrał, to i tak na pewno ją słyszałeś. Niekoniecznie w oryginale – bo „Apache” można usłyszeć w kilkunastu innych utworach. Przypominamy dziś o utworze, który pozostaje największym hitem zespołu The Shadows, zarówno pod względem sprzedaży, jak i wpływów – bo to on właśnie skłonił takich artystów, jak Jimmy Page i Brian May do skupienia się na doskonaleniu swojej gry na gitarze. I warto napomknąć, że owe wpływy sięgają nawet współczesnego hip-hopu.

Co usłyszymy w tym majstersztyku muzyki instrumentalnej? Filmowe organy, niesamowite dźwięki gitary, niestrudzoną walkę muzyków na bębny i bongosy. To prawdziwy szał dźwięków, którego koncepcja narodziła się pod koniec lat pięćdziesiątych, gdy Jerry Lordan, brytyjski wokalista i autora piosenek, został zainspirowany przez film akcji Burta Lancastera z 1954 roku – o tym samym tytule, co piosenka. Początkowo Lordan sprzedał swoje dzieło gitarowemu geniuszowi, Bertowi Weedonowi. Weedon był nie tylko niezwykle uzdolnionym muzykiem, ale i autorem kultowej książki dla gitarzystów – „Play in a Day”, wydanej w 1957 roku, z której uczyły się kolejne pokolenia. Wśród ewidentnie najpilniejszych czytelników tej pozycji znajdują się takie sławy, jak Paul McCartney, Eric Clapton i Brian May.

Trudne początki „Apache”

Weedon był bardzo zainteresowany tym utworem – stanowił on dla niego podobno miłe wyzwanie – i nagrał dość szybko swoją wersję. Choć był z niej zadowolony, nie spotkała się ona z aprobatą jego wytwórni płytowej, której utwór wydał się dziwaczny i niezbyt przystający do wszystkiego, co prezentował do tej pory Weedon. Zabrakło miejsca na nowatorstwo i taśma wylądowała na półce. Być może dobrze się stało, bo autorowi kompozycji wersja Weedona też nieszczególnie przypadła do gustu. Był jedynie sfrustrowany faktem, że świat nie usłyszy jego wypieszczonego dzieła. Lordan postanowił zatem jak najszybciej sięgnąć po innych wykonawców – tak właśnie piosenka trafiła do zespołu The Shadows, który dla Lordana miał jedna ogromną zaletę – Hanka Marvina. To dzięki temu niezwykle utalentowanemu gitarzyście mogło powstać absolutnie wirtuozerskie nagranie. Ta dramatyczna i bardzo trudna do wykonania interpretacja została wydana w lipcu 1960 roku – dziś wiemy, że był to kamień milowy w historii muzyki gitarowej (i nie tylko).

Hank Marvin i jego praca nad tą piosenką zainspirowała legion młodych brytyjskich gitarzystów. W wywiadzie udzielonym w 1963 roku dla magazynu NME, The Shadows odnieśli się do tej piosenki jako do przykładu tego, jak charakterystyczne efekty potrafili osiągnąć. Aby uzyskać to „hawajskie brzmienie” (jak to określili) gitary głównej, trzeba było podłączyć amerykańskie gitary Fender do brytyjskich wzmacniaczy Vox. Przynajmniej tak zrobili to muzycy... Pomysł ewidentnie przyniósł fantastyczne rezultaty. John Lennon stwierdził kiedyś, że The Shadows byli jedynym zespołem na brytyjskim rynku, który wart był posłuchania (oczywiście mówił o czasach przed powstaniem The Beatles!).

Oczarowanie i wątpliwości

W utworze musiało jednak cały czas być coś, co budziło opór. The Shadows długo musieli przekonywać swoją wytwórnię i producenta (Norrie Paramour), że „Apache” powinno być stroną A singla, zamiast planowanego wcześniej „Quatermaster's Stores”. Norrie był po czterdziestce i zdał sobie sprawę, że może być trochę nieczuły na aktualne wibracje rynku, więc zagrał obie piosenki swojej nastoletniej córce, która zgodziła się ze zdaniem The Shadows. Podobno, kiedy zapytał ją o piosenkę, która bardziej jej się podoba, ona odpowiedziała: „Ta indyjska”.

Początkowo opory miał też gitarowy geniusz, ale były one nieco innej natury. Bo choć utwór go urzekł, kompletnie nie spodziewał się, że „Apache” może odnieść jakikolwiek sukces. Doskonale pamięta jednak, jak pierwszy raz usłyszał tę kompozycję.

–  W jej atmosferze było coś magicznego, nawet w tym bardzo surowym, wyeksponowanym na szybko stanie. Nauczyliśmy się tej piosenki w autobusie, dopiero w Londynie udało się ją w końcu jakoś zaaranżować. Najpierw wymyśliłem wstęp na perkusję, a potem słynne CLANG DA-DA-DAAYI-YA, DA-DA-DA-DA-DAH. Chciałem uzyskać jakieś echo na gitarze, które nadawałoby jej charakter. To wielogłosowe echo nie jest zbyt długie, ale można było usłyszeć wielogłosy. To daje bogactwo brzmienia gitary. Nie bałem się dać jej dużo echa, bo myślałem, że to takie dobre i inne brzmienie, że to nie ma znaczenia – wspominał reakcję zespołu po tym, jak Jerry Lordan zagrał swoje demo dla The Shadows na tyłach ich autobusu koncertowego, Hank Marvin dla magazynu Uncut.

Marvin ewidentnie nie miał nosa. „Apache” do dzisiaj stoi mocno w historii muzyki jako najbardziej znane dzieło tego wyjątkowego, brytyjskiego zespołu proto-surf-rockowego. Zdobycie szczytu listy przebojów w Wielkiej Brytanii w 1960 roku było dopiero początkiem. Ta unikalna kompozycja o westernowym brzmieniu została też hitem na skalę światową, z pozycją numer jeden w tym samym czasie na siedmiu międzynarodowych listach przebojów, w takich krajach, jak Wielka Brytania, Australia, Francja, Irlandia, Nowa Zelandia, Hiszpania i Republika Południowej Afryki.

Tu może pojawić się pytanie, dlaczego piosenka „Apache” (wszak motyw bardzo lokalny) nie znalazła się na liście przebojów w USA? Głównie dlatego, że The Shadows nie byli bardzo znani w Ameryce, a także dlatego, że nie pojechali tam w trasę koncertową. Minął rok, zanim piosenka trafiła na listę przebojów w Stanach Zjednoczonych – w dodatku nie w wersji The Shadows. Na listę wskoczyła wersja duńskiego gitarzysty jazzowego, Jorgena Ingmanna. Z tym coverem trafił na drugą pozycję listy w 1961 roku – był to zresztą jego jedyny amerykański przebój.

Instrumentalna inspiracja

Piosenka ta stała się podstawą wielu wczesnych utworów hip-hopowych – zwłaszcza po tym, jak w 1973 roku została przerobiona przez The Incredible Bongo Band. Ta wersja zawierała wydłużony przedział perkusyjny, który Kool Herc i inni DJ'e zapętlili w swoich setach. Kiedy Hip-Hop pojawił się w latach osiemdziesiątych, producenci szybko podchwycili motyw. Niektóre z utworów, w których można usłyszeć sample z “Apache” to “The Adventures of Grandmaster Flash on the Wheels of Steel”, “Way Back” w wykonaniu Kool Moe Dee i “You Can't Dance”, które brawurowo wykonuje LL Cool J. Szalenie popularny stał się też wydany w 1981 roku cover piosenki, autorstwa The Sugarhill Gang.

Trzeba mieć niezwykłe umiejętności i wielki talent, by stworzyć utwór, tak trudny, tak zagmatwany, a tak inspirujący nie tylko kolejne pokolenia rockmanów, ale przede wszystkim artystów prezentujących nowe gatunki muzyczne. To zdecydowanie dowód na ponadczasowość „Apache” i niezwykłość tej kompozycji. Jeśli chcesz sprawdzić, na jakim sprzęcie audio ta niezwykłość wybrzmi najlepiej, skontaktuj się z najbliższym salonem Top Hi-Fi & Video Design i umów na indywidualną prezentację.

Poprzedni
Powrót do aktualności
Następny
5
Ocena:
Średnia ocen: 5

(1 ocena)

Polecane

Umów się na prezentację w salonie

W każdym z naszych salonów znajduje się sala odsłuchowa, w której w miłej atmosferze zaprezentujemy Ci brzmienie wybranego przez Ciebie sprzętu audio.

Umów się na spotkanie

Zobacz listę salonów

Umów

Top Hi-Fi & Video Design

Salony firmowe

Salony firmowe

Top Hi-Fi & Video Design: