Poprzedni
Następny

Jak brzmi Indiana Line Tesi 561 i Indiana Line Tesi 661? „Top Hi-Fi subiektywnie” vol.1

Chociaż jesteśmy wychowywani w przekonaniu, że nie należy sugerować się pierwszym wrażeniem, ponieważ może okazać się mylne, w praktyce często okazuje się, że właśnie ono trafia w dziesiątkę. Dotyczy to nie tylko ludzi, filmów czy książek – jakże chętnie ocenianych po okładce – ale także urządzeń hi-fi. Można się o tym przekonać, słuchając kolumn podłogowych Indiana Line Tesi 561 oraz ich nieco większej wersji – Indiana Line Tesi 661.

Spis treści: Jak brzmi Indiana Line Tesi 561 oraz Tesi 661?

  1. Czemu taki wstęp?
  2. Indiana Line – włoskie korzenie, sprawdzone rozwiązania
  3. Z czym to gra? – konfiguracja sprzętowa
  4. Indiana Line Tesi 561 – jak to brzmi?
  5. Indiana Line Tesi 661 – jak to brzmi?
  6. Podsumowując

Jak brzmi Indiana Line Tesi 561 i Indiana Line Tesi 661? „Top Hi-Fi subiektywnie” vol.1

Czemu taki wstęp?

Mamy poczucie, że zbyt często decyzja o zakupie systemu stereo, czy wybranych jego komponentów (w tym głośników), jest podejmowana w oparciu o błędne dane. Niejednokrotnie jest ona podyktowana tylko opiniami innych osób, a przecież to Wy, słuchacze, powinniście ocenić czy brzmienie konkretnych kolumn naprawdę Wam odpowiada i dopiero wtedy podjąć decyzję „za” czy „przeciw”.

Aby pokazać Państwu, w jaki sposób Eksperci Dobrego Brzmienia podchodzą do słuchania nowych urządzeń i analizowania ich dźwięku przez pryzmat ulubionej muzyki, stworzyliśmy cykl „Top Hi-Fi subiektywnie”. W tych tekstach chcemy się podzielić naszym doświadczeniem, ponieważ wierzymy, że może ono pomóc wszystkim słuchaczom w przygotowaniu własnych odsłuchów.  

Indiana Line – włoskie korzenie, sprawdzone rozwiązania

Ta ciekawa marka istnieje od 1977 roku i została założona we włoskim Piemoncie. Obecnie jej właścicielem jest amerykańska firma Coral Electronic SRL, ale włoski charakter marki na tym nie ucierpiał. Wręcz przeciwnie. Kolumny mają bardzo tradycyjny i pozbawiony ekstrawagancji wygląd, utrzymany jednak w stylu, który może się podobać. Patrząc na nie odnosi się wrażenie, że są to urządzenia, które oferują wyłącznie sprawdzone rozwiązania, bez żadnego kombinowania. Dlatego już na pierwszy rzut oka budzą zaufanie.

Podstawą oferty Indiana Line są trzy serie. Najtańszą jest Nota, środkowa to Tesi, a najdroższa nazywa się Diva. Do tego dochodzą jeszcze kolumny z serii DJ, subwoofery i głośniki instalacyjne, ale dzisiaj zajmiemy się wyłącznie Tesi. W ramach tej właśnie serii Indiana Line oferuje dwa modele podstawkowe (Indiana Line Tesi 241 i Indiana Line Tesi 261), jeden centralny Indiana Line Tesi 761 oraz dwa wolnostojące – mniejszy Indiana Line Tesi 561 oraz większy Indiana Line Tesi 661, będące naszym obiektem zainteresowania.

Z czym to gra? – konfiguracja sprzętowa

Kolumny, nawet najlepsze na świecie, nie zagrają bez dobrej elektroniki. W tym przypadku oba modele Indiana Line podłączone były na zmianę do stereofonicznego amplitunera Yamaha R-N803D i do wzmacniacza Rotel A11 Tribute. Źródłem muzyki był Tidal, zainstalowany na iPadzie oraz hi-resowe pliki, zapisane w iPhone. By wykluczyć z obiegu standard Bluetooth i dać obu wzmacniaczom równe szanse, źródłem dla Rotela był Bluesound NODE. W systemie wykorzystano okablowanie AudioQuest.

Indiana Line Tesi 561 – jak to brzmi?

Kolumienki mają zgrabne proporcje i są ładne w klasyczny, nienachalny sposób. Testowane egzemplarze pokryte są okleiną w kolorze jasny orzech, która jest wyjątkowo przyjemna dla oka i nadaje kolumnom przyjazny, grzeczny, wręcz salonowy charakter. Widząc to od razu nabiera się ochoty, żeby sprawdzić czy faktycznie tak jest. Może ta łagodna, przewidywalna i harmonijna powierzchowność skrywa zadziorną, punkową duszę?

Indiana Line Tesi 561

Na fali muzycznych skojarzeń po obejrzeniu finału czwartego sezonu „Stranger Things” po prostu musieliśmy zacząć od zespołu Metallica i jego słynnego – a obecnie z racji pojawienia się w serialu jeszcze słynniejszego – kawałka „Master of Puppets”. W tej sytuacji należało podkręcić głośność i oczekiwać na atak gitary i perkusji.

No i stało się. Z głośników dało się usłyszeć ładne, choć mało agresywne brzmienie strun i przyjemnie metaliczne odgłosy perkusji, a potem wszedł mięsisty wokal Jamesa Hetfielda, wyraźnie osadzony w stereofonicznej przestrzeni i wsparty barwnym, zróżnicowanym basem.

No i wszystko fajnie, ale jednak coś było nie tak.

Utwór jest długi. Trwa prawie dziewięć minut, lecz jest tak pomyślany, że po trzech i pół na moment się uspokaja. Ta chwila wytchnienia pomogła nam pozbierać myśli i zrozumieć, co musimy zrobić, aby brzmienie nabrało rumieńców. I zrobiliśmy to. Po prostu… ściszyliśmy muzykę.

Nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Nie przeszkadzał już brak ostrości, ani lekkie złagodzenie wysokich i niskich tonów. Tesi 561 mają wystarczającą rozdzielczość, żeby można się było cieszyć różnymi niuansami, ale nigdy nie wychodzą one na pierwszy plan i kolumny grają całą muzyką, nie skupiając się przesadnie na jej szczegółach. Łatwo to polubić, a także dojść do wniosku, że nie są to kolumny stworzone do potężnego, imprezowego łupania, ani do analizowania nagrania, ale do kreowania atmosfery, w której po prostu czerpiemy przyjemność ze słuchania. Chcąc zbadać ten trop i puściliśmy inny kawałek grupy Metallica, nie mniej znany, ale oparty właśnie na klimacie i subtelnych niuansach. Mowa oczywiście o „Nothing Else Matters”.

Opuszczasz wzrok…słuchasz… i nawet nie wiesz, kiedy utwór się skończył. To potrafi wciągnąć. Tak, niewątpliwie jeszcze wyraźnej słychać tu złagodzenie ataku ostrych dźwięków gitary i perkusji, ale co z tego, skoro rozdzielczość jakoś wyraźnie na tym nie cierpi, a w zamian dostajemy radość z obcowania z muzyką, a do tego takie ładne wyważenie dźwięku, że nawet pliki gorszej jakości nabierają szlachetności.

To wbrew pozorom dość ważna umiejętność i nie jest często spotykana wśród kolumn z tego, skądinąd, przystępnego przedziału cenowego. Szczególnie docenią to osoby, które słuchają muzyki całymi dniami. Gdyby Tesi prezentowały zbyt wiele muzycznego szczegółu i były bardziej dosadne to stałby się męczące, a nie o to w tym wszystkim chodzi.

Wiedząc już czego w przypadku tego konkretnego repertuaru można się spodziewać, włączyliśmy „Moon Safari”, przepiękną płytę grupy Air z 1998 roku. Cała jest rozkosznie przytulaśna i niczym Prozac poprawia humor nawet w najgorsze dni, ale w tym przypadku wybór pada na TEN jeden kawałek, z uroczym wokalem Beth Hirsch, wobec którego muzyczne serce słuchacza nigdy nie pozostaje obojętne, mamy na myśli „All I Need”.

I znowu to się dzieje. Ładna, delikatna faktura głosu wokalistki, spójnie podana z towarzysząca jej elektroniką uwodzi nastrojem. Pod koniec utworu pojawia się szklisty nalot, delikatnie zniekształcający wysokie tony. Jest on obecny w każdej wersji tego nagrania. Zbyt jasne, to znaczy bardzo przejrzyste kolumny, skupione na odkrywaniu niuansów nagrania, potrafią tak bardzo wydobyć te szczegóły, że może to nawet odebrać przyjemność obcowania z tą piękną muzyką, ale Indiany podchodzą do tego tak, jak można było podejrzewać. Ciepło i z wyczuciem. Dzięki czemu nie są to już zniekształcenia, a integralna część muzyki.

Na tym etapie nabraliśmy już silnego przekonania, że wiemy, co tu jest grane, ale chcieliśmy jeszcze potwierdzić formujące się wnioski. Poza tym Tesi 561 tak dobrze się słucha, że ma się ochotę przedłużać tę przyjemność jak najdłużej, dlatego odsłuch trwał nadal. Wędrowaliśmy od utworu do utworu, sięgając po najróżniejsze gatunki muzyki i wszystko brzmiało co najmniej dobrze. Sesję odsłuchową zakończyliśmy jazzową klasyką, czyli „Blue in Green” Milesa Davisa, z płyty „Kind of Blue”.

To spokojny, bardzo klimatyczny kawałek, ale i w nim trąbka Milesa potrafi zakłuć w ucho, choć nie na wszystkich urządzeniach hi-fi. Dlatego ten kawałek świetnie pokazuje, na jakie brzmienie dany system stereo jest nastrojony. Teraz też w pełni prześwietlił łagodne oblicze Indiana Line Tesi 561. Teraz mogliśmy już spokojnie przejść do największego członka rodziny Tesi.

Indiana Line Tesi 661 – jak to brzmi?

Te same kable, ta sama elektronika, ten sam zestaw utworów – tylko kolumny inne. Ale nie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. W końcu obie konstrukcje mają te same głośniki wysokotonowe, nisko-średniotonowe i niskotonowe. Lecz Tesi 661 ma o jeden głośnik niskotonowy więcej i jest konstrukcją trójdrożną, a nie dwu i półdrożną, jak mniejsze Tesi 561. Różni je również konstrukcja obudowy, ponieważ w Tesi 561 otwór bass refleksu umieszczony jest z przodu, a w Tesi 661 w podstawie kolumny, co przekłada się na możliwości ustawienia obu konstrukcji we własnym pokoju, a także w pewnym stopniu na brzmienie.

Indiana Line Tesi 661

W zasadzie ogólny charakter brzmienia 661 jest bardzo zbliżony do 561, pod wieloma względami wręcz identyczny w zakresach średniotonowym i wysokotonowym, dlatego nie będziemy powielać tych samych spostrzeżeń i od razu przejdziemy do subtelnych różnic.

Większe kolumny mają zdecydowanie mocniejszy bas. Jest ładny, pełen niuansów, choć nadal, tak samo jak w przypadku Tesi 561, nadaje się bardziej do spokojnego słuchania niż do mocnego, imprezowego łupania. Grają też z większym rozmachem i kreują bardziej rozległą przestrzeń. Przyjemność słuchania wciąż stoi tu na pierwszym miejscu, a indywidulany wybór między Tesi 561 a Tesi 661 będzie zależał głownie od tego, jak dużym pomieszczeniem odsłuchowym dysponujemy i jak spasują się z pozostałymi elementami naszego systemu. Do mniejszych wstawimy raczej 561, a do większych 661. Tak czy inaczej frajda gwarantowana. Chyba, że szukamy zupełnie innego charakteru brzmienia, ale to już każdy powinien ocenić indywidualnie.

Podsumowując

W jednym z naszych archiwalnych materiałów wideo padają słowa, że podejmując się próby opisania naszej branży w kilku słowach, można powiedzieć, „że to ciągły taniec człowieka z dźwiękiem”. Nie mamy wątpliwości, że warto zainspirować się tymi słowami i stojąc przed wyborem głośników, powinni Państwo brać pod uwagę zarówno czynnik ludzki, czyli indywidualne preferencje, jak i ten drugi, który na potrzeby tego tekstu nazwiemy „czynnikiem repertuarowym”.

Muzyka jakiej Państwo słuchacie, obszary muzyczne, które przemierzacie, to wszystko będzie miało ogromne znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Cykl „Top Hi-Fi subiektywnie” ma posłużyć za drogowskaz, który pokaże, że w czasie odsłuchu muzyka jest równie ważna, jak urządzenia hi-fi. Bardzo często zestaw, który wydaje się dla nas idealny, posiada wszystkie potrzebne funkcje i podoba nam się nam z wyglądu, wcale nie brzmi tak, jak byśmy tego oczekiwali, no i wtedy trzeba szukać dalej.

Dlatego zachęcamy, by przy pomocy własnych uszu i własnej muzyki zmierzyć się z brzmieniem modeli Tesi 561 i Tesi 661. Można osobiście umówić się na odsłuch, odwiedzając jeden z naszych salonów, można to też zrobić telefonicznie, mailowo oraz z wykorzystaniem naszej strony www.tophifi.pl, gdzie na stronie każdego produktu jest sekcja „Umów się na prezentację w salonie”.

#EksperciDobregoBrzmienia zadbają, by stworzyć Państwu warunki, w których w przyjaznej atmosferze można przesłuchać wybrane urządzenia i wyciągnąć własne wnioski.



Poprzedni
Powrót do aktualności
Następny

Polecane

Umów się na prezentację w salonie

W każdym z naszych salonów znajduje się sala odsłuchowa, w której w miłej atmosferze zaprezentujemy Ci brzmienie wybranego przez Ciebie sprzętu audio.

Umów się na spotkanie

Zobacz listę salonów

Umów

Top Hi-Fi & Video Design

Salony firmowe

Salony firmowe

Top Hi-Fi & Video Design: