Aktualności


Aktualności

Perły z lamusa: Moody Blues, „Night In White Satin”. Prześcieradła warte miliony dolarów

Moody Blues

Wyobraźcie sobie prostą sytuację. Pewnego faceta rzuca dziewczyna. Gość pisze piosenkę o miłości i postanawia pokazać ją światu. Świat szaleje z radości i do dziś uważa satynową pościel za najlepszy podkład do romansowania. Zawdzięczamy to zespołowi Moody Blues.

Wydany po raz pierwszy w listopadzie 1967 roku i jeden z najsłynniejszych „pościelowych” (Nomen omen!) hitów, czyli „Nights In White Satin” to dziś uznane arcydzieło, w niewiarygodnie ujmujący sposób łączące klasyczny wczesny pop i progresywną muzykę z symfonicznymi elementami. Gdy do tej mieszanki dorzucimy poruszający tekst, oparty na osobistej historii Justina Haywarda, możemy spokojnie założyć, że wszystko w tej opowieści wskazywało na powstanie ponadczasowego przeboju.

W tę piosenkę włożyłem wiele swoich osobistych uczuć. Miałem wtedy dziewiętnaście lub dwadzieścia lat, mieszkałem w dwupokojowym mieszkaniu Graemem Edgem (perkusista Moody Blues – przyp. aut.) i naszymi ówczesnymi dziewczynami. Wróciliśmy pewnej nocy z koncertu – właściwie było już nad ranem. Śpiewały ptaki, wpadłem w nostalgiczny nastrój i chciałem coś napisać. Wtedy teksty dla zespołu pisaliśmy tylko Mike Pinder (klawiszowiec zespołu – przyp. aut) i ja. Mike właśnie pracował nad piosenką „Dawn Is A Feeling”, a ja wiedziałem, że chłopaki oczekują ode mnie innego kawałka – najlepiej następnego dnia, na próbie. Szukałem sobie czegoś w głowie i przypomniałem sobie prezent od dziewczyny, z którą niedawno się rozstałem. Dała mi białe, satynowe prześcieradła. Tak się złożyło, że jakiś czas woziłem je ze sobą i nawet wypróbowałem – były bardzo romantyczne, ale straszliwie niepraktyczne. Z szeregu skojarzeń wyszedł cały ten tekst – opowiadał Hayward w wywiadach.

Można by pomyśleć, że ckliwa historia poruszy nawet twarde serca rockowych muzyków. Jednak, gdy następnego dnia Hayward zagrał kolegom z zespołu swój nowy utwór, ci pozostali mocno niewzruszeni. Dopiero gdy Mark Pinder poprosił Haywarda o zagranie wszystkiego jeszcze raz, ten mocno lirycznie wyśpiewał pierwszy wers. Najwyraźniej musiał włożyć w to sporo uczucia, koledzy wykazali bowiem nieco żywsze zainteresowanie. Zaczęli brzdąkać melodie na swoich instrumentach – przodował tu Pinder na klawiszach – i ostatecznie stwierdzili, że jest szansa na to, by emocjonalny utwór trafił jednak do ich repertuaru. Tekst nie budził zastrzeżeń, pochylili się zatem nad muzyką. Okazało się też, że tytuł i treść tekstu doskonale pasują do planowanego nowego albumu – wydanego również w 1967 roku „Days Of Future Passed”.

Pierwszy progresywny album?

Wspomniana płyta też zapisała się złotymi literami w historii rocka. Koncepcyjny album jest uważany za jedno z pionierskich muzycznych zjawisk w progresywnym rocku – świat nie słyszał wcześniej tak udanego połączenia rocka z brzmieniem orkiestrowym.

Piosenki na płycie wiązały się z określonymi porami dnia – „Nights IN White Satin: miało zamknąć album, ale ostatecznie połączono je jeszcze z poematem „Late Lament”. To wiersz autorstwa Graeme’a Edge’a, który w studiu wyrecytował na potrzeby nagrania Mike Pinder. Dla niektórych fanów do dziś „Nights In White Satin” tworzy nierozerwalną całość z „Late Lament”.

Podczas nagrywania albumu zastosowano tez małą sztuczkę. Według opisu, Moody Blues nagrali cały materiał wspomagani przez London Festival Orchestra. O tej ostatniej formacji nikt właściwie wcześniej nie słyszał, co nie dziwi po późniejszym wyznaniu muzyków z Moody Blues. Okazało się, że owa „orkiestra” to grupa sesyjnych muzyków z wytwórni. Co więcej, wcale nie są oni odpowiedzialni za te imponujące orkiestrowe partie, które słychać na płycie. Większość tych fragmentów powstała dzięki jednemu z najnowszych muzycznych wynalazków, czyli Mellotronowi.

Wynaleziony w 1933 roku Mellotron, to elektroniczny klawiszowy instrument wielogłosowy – rodzaj analogowego samplera, który powszechnie nazywa się w branży „smyczkowymi organami”. Jego popularność – przynajmniej przed epoką popularnych dziś syntezatorów – przebijała tylko ta właściwa organom Hammonda. Na Mellotronie zagrano m.in. wstęp do Strawberry Fields Forever, Space Oddity czy Cryptochild Marlyn Mansona (na instrumencie w tym ostatnim numerze grał Trent Reznor z Nine Inch Nails).

Pościelówka, która przetrwała lata

Wydany jako singiel 10 listopada 1967 roku – jeszcze bez poprawionych później efektów orkiestrowych i bez kontynuacji w postaci „Last Lament” – utwór „Nights In White Satin” początkowo osiągnął zaledwie 19. miejsce na brytyjskiej liście przebojów. Marketing nie zadziałał dobrze także w USA, gdzie utwór zatrzymał się ponad pierwsza setką i nie chciał ruszyć dalej. Trzeba było poczekać pięć lat, by przekuć tę piosenkę w światowy hit.

Po ponownym wydaniu w 1972 roku, w Stanach Zjednoczonych singiel wpadł na dwa oszałamiające tygodnie na drugie miejsce listy Billboardzie Hot 100 – uplasował się tuz za „I Can See Clearly Now” Johnny'ego Nasha – oraz na pierwsze miejsce listy na Cash Box Top 100. Ostatecznie w USA sprzedano ponad milion egzemplarzy singla. Tuż za amerykańską granicą – w Kanadzie – „Nights In White Satin” także uzyskało pierwsze miejsce na liście przebojów.

Do dziś jest to utwór chętnie nagrywany przez innych artystów, choć ciężko im osiągnąć tak spektakularne efekty, jak w orkiestrowej wersji Moody Blues. Próbowało zmierzyć się z tym hitem wielu muzyków – na przykład Procol Harum, Eric Burdon czy Nancy Sinatra. Jednak sam Justin Hayward powiedział, że jego zdaniem najlepszym coverem „Nights In White Satin” jest wersja Bettye LaVette – piosenkarki soulowej.  

Ktoś przysłał mi tę wersję na maila, a ja otworzyłem plik, posłuchałem i popłakałem się. Moja żona zapytała, co się ze mną, do cholery, dzieje, a ja byłem w stanie powiedzieć je tylko, że musi tego posłuchać. Ona co prawda się nie popłakała, ale ja mogę powiedzieć, że po raz pierwszy na nowo usłyszałem ten tekst. Słyszałem wcześniej dziesiątki coverów tego kawałka, ale ta wersja sprawiła, że usłyszałem własną piosenkę naprawdę – opowiadał Justin Hayward.  

Wersja Bettye LaVette pozostanie zatem tym wykonaniem, którym zamkniemy tę krótka historie i pozwolimy wszystkim przenieść się w rozkoszny, choć lekko podszyty smutkiem, świat przeszłych romansów. Przy tym dobrze będzie je wspominać.

Tylko zarejestrowani klienci mogą pisać komentarze. Proszę, zalogować się lub zarejestrować

Przewodniki

Chcesz skompletować swój pierwszy zestaw audio?
Chciałbyś pogłębić swoją wiedzę? Zapraszamy do
zapoznania się z naszymi przewodnikami.

Kategorie produktów


Salony sprzedaży


Białystok
  • Apartamenty Jagiellońskie
    ul. Jurowiecka 19 lok. U3/U4
  • 85 722 29 02, 519 073 470
Bydgoszcz
Katowice
Kielce
Kraków
Lublin
Łódź
Poznań (Woźna)
Poznań (Posnania)
Sopot
Szczecin
Warszawa (Andersa)
Warszawa (Naruszewicza)
Warszawa (Nowogrodzka)
Wrocław