Aktualności


Aktualności

Perły z lamusa: „Heart Of Gold” Neila Younga. Przebój narodzony w bólach

Neil Young

Choć naprawdę trudno w to uwierzyć, „Heart Of Gold” to jedyny przebój Neila Younga w jego długiej muzycznej karierze. Brzmi to na pewno dziwacznie i fałszywie w uszach wszystkich fanów artysty, ale piosenka narodzona w bólu – dosłownie – to jedyny utwór Younga, który doczekał się pierwszego miejsca na listach przebojów (dodajmy – nielicznych). No i jest też niekwestionowanym numerem jeden, jeśli chodzi o utwory piosenkarza, których na koncertach gorączkowo domagają się fani. Przypomnijmy dziś, jak powstało „Heart Of Gold”.

Ze swoją bardzo prostą metaforą i zupełnym brakiem tak charakterystycznego dla ballad patosu, „Heart Of Gold” to zdecydowanie nietypowy dla Neila Younga utwór. Opowiada o szukaniu owego „złotego serca”, które – w zależności od perspektywy słuchacza – jest albo wzruszającym i serdecznym sentymentem albo – jak mawiali niektórzy krytycy – paskudnym frazesem. Do krytyków zaliczyli się między innymi dziennikarze magazynu Rolling Stone, którzy w recenzjach narzekali, że ta piosenka „przywołuje najbardziej wyświechtane klisze”. Jednak wierna publiczność i fani Younga zdecydowanie nie zgadzali się z tym stwierdzeniem, a „Heart Of Gold” stało się największym hitem koncertowym artysty.

Znamienny styczniowy koncert

Young napisał „Heart Of Gold” na samym początku 1971 roku, niedługo po poważnym urazie pleców, który utrudnił mu grę na gitarze elektrycznej. Piosenkarz musiał zatem poszukać nieco mniej bolesnych w użyciu instrumentów i środków wyrazu. Pomimo ciężkiej kontuzji, Young był w dobrym humorze (być może dzięki środkom przeciwbólowym), co zresztą znajduje odzwierciedlenie w tej piosence. Jego stylistyka pogrążyła się w mroku dopiero jakiś czas później.

Można powiedzieć, że narodziny tego hitu nastąpiły na 10 stycznia 1971 roku, podczas koncertu w McArthur Court w mieście Eugene, leżącym w amerykańskim stanie Oregon. To właśnie tego dnia Young wykonał „Heart of Gold”po raz pierwszy publicznie – na rok przed oficjalnym wydaniem i na miesiąc przed nagraniem w studio. Utwór trafił później na najlepiej sprzedający się album Younga, czyli „Harvest” z 1972 roku. W trakcie koncertu na żywo zadebiutowało osiem piosenek, wplecionych między „A Man Needs a Maid” i „Don't Let it Bring You Down”. Young wykonał również utwór „Old Man”, który swoją premierę miał kilka miesięcy wcześniej. Publiczność była zachwycona, a do dziś podziwiać można kopię setlisty z koncertu w Eugene.

Kopia setlisty z koncertu w Eugene

Wszystko rodzi się w Nashville

Niedługo później Neil Young był w Nashville, aby nagrać występ dla The Johnny Cash Show wraz z Tonym Joe White, Jamesem Taylorem i Lindą Ronstadt. Elliot Mazer, producent, który był właścicielem pobliskiego Quadrafonic Studios, zorganizował 5 lutego kolację, na którą zaproszono gości programu i około 50 innych osób. Mazer zaprzyjaźnił się z menadżerem Younga, Elliotem Robertsem, który przedstawił ich sobie na spotkaniu. Od słowa do słowa panowie doszli do wniosku, że wspólne nagranie byłoby znakomitym pomysłem. Young zapytał czy może zorganizować sesję następnego dnia, a Mazer ochoczo przystał na ten pomysł.

W nagraniu wzięły gościnny udział dwie osoby, które już wtedy zapowiadały się na obiecujące nazwiska w annałach amerykańskiej muzyki folkowej i country – James Taylor i Linda Ronstadt. Taylor miał już status gwiazdy, występując solo i współpracując nagraniowo ze znanymi muzykami. Dość powiedzieć, że jest to postać, o której być może słychać niewiele, ale w 2000 roku wprowadzono go do Rock and Roll Hall of Fame, by uczcić jego wpływ na folk rocka w USA.

Linda Ronstadt musiała jeszcze poczekać na rozwój swojej kariery – potrzebowała błyśnięcia i jakiegokolwiek przeboju. Jej talent był oczywisty dla ludzi wokół niej, ale kiepski dobór utworów i problemy z producentami nie pozwalały jej wbić się do czołówki folkowych artystów. To właśnie Young wystawił ją po raz pierwszy na widok tłumów swoich fanów, gdy zabrał ją ze sobą na otwarcie trasy Time Fades Away na początku 1973 roku. Było to dwa lata przed tym, jak wylądowała z mocnym łupnięciem na pierwszym miejscu list przebojów z kawałkiem „You're No Good”, a lata później cieszyła się sławą wśród wielbicieli rocka i country, zdobywając 10 nagród Grammy.  

Young przekonał Jamesa i Lindę, by użyczyli swoich głosów do tego utworu. Artyści pojawili się w studio w niedzielę, 7 lutego 1971 roku, dzień po tym, jak podstawowe nagranie zostało ukończone. Dwójkę artystów słychać dopiero na końcu utworu.

Ogólnie wszystko poszło właściwie gładko, a utwór został nagrany w dwóch podejściach. Muzycy sesyjni nie znali ani Younga, ani tej piosenki, ale umieli naprawdę dobrze grać. Ta spontaniczność i tempo nagrania stworzyły pewien niezwykły klimat utworu – coś, co nigdy nie powstałoby w wyniku dodatkowych poprawek. Ten styl nagrywania, w którym najwyższej klasy muzycy studyjni są proszeni o całkowite skupienie się na ujęciu z niewielką ilością instrukcji, to coś, co często robił Bob Dylan. To także powrót do analogowych dni, kiedy to taśma (która była droga) wiła się setkami metrów, czyniąc dodatkowe ujęcia kosztownymi i uciążliwymi.

Wkurzony Dylan, zachwyceni artyści

Skoro jesteśmy już przy Bobie Dylanie, warto podkreślić, że ten kumpel Neila Younga cieszył się wyjątkowym szacunkiem artysty, ale kiedy usłyszał „Heart of Gold”, pomyślał, że coś tu posuwa się za daleko. Usłyszał bowiem w tym utworze zbyt dużo siebie samego.

Jedyny moment, kiedy przeszkadzało mi, że ktoś brzmiał tak jak ja, to kiedy mieszkałem w Phoenix, w Arizonie, około 1972 roku, a wielką piosenką w tym czasie było „Heart of Gold”. Nienawidziłem tego! Zawsze lubiłem Neila Younga, ale ten utwór przeszkadzał mi za każdym razem, gdy go słuchałem. Ten kawałek był na pierwszym miejscu przez długi czas i mówiłem sobie, że przecież to brzmi jak ja, zatem za ten hicior, to też przecież odpowiedzialny powinienem być ja! – opowiadał Dylan w wywiadach.

Zachwyceni tym utworem byli i są jednak inni artyści, niekoniecznie słyszący w interpretacji Younga swoje własne głosy i stylistykę. „Heart Of Gold” doczekało się dziesiątek coverów, ale subiektywnie za najważniejsze uznamy wykonanie Johnny’ego Casha, bo jednak to właśnie jego covery powinny doczekać się osobnego artykułu. Mistrz pochłaniania cudzych piosenek porywająco zaśpiewał „Heart Of Gold”, a jego wykonanie zamieszczono na pośmiertnie wydanym w 2003 roku albumie „Unearthed”.

Choć dziś kojarzymy Neila Younga z artystą dziesiątek hitów, tak naprawdę tylko raz znalazł się na formalnym szczycie. Dla nas pozostanie jednak zawsze ikoną folk rocka. Być może za chwile zyska kolejną rzeszę fanów – siedemdziesięcioczteroletni artysta zakończył jesienią 2019 roku trasę koncertową i odgraża się, że na 2020 rok planuje kolejną. Możemy jedynie żałować, że nie zagra z Johnny’m Cashem. Bo z Bobem Dylanem – niewykluczone! Zapraszamy do naszych salonów – posłuchamy wersji Charlesa Bradleya.

Tylko zarejestrowani klienci mogą pisać komentarze. Proszę, zalogować się lub zarejestrować

Przewodniki

Chcesz skompletować swój pierwszy zestaw audio?
Chciałbyś pogłębić swoją wiedzę? Zapraszamy do
zapoznania się z naszymi przewodnikami.

Kategorie produktów


Salony sprzedaży


Białystok
  • Apartamenty Jagiellońskie
    ul. Jurowiecka 19 lok. U3/U4
  • 85 722 29 02, 519 073 470
Bydgoszcz
Katowice
Kielce
Kraków
Lublin
Łódź
Poznań (Posnania)
Poznań (Woźna)
Rzeszów
Sopot
Szczecin
Warszawa (Andersa)
Warszawa (Marki)
Warszawa (Naruszewicza)
Warszawa (Nowogrodzka)
Wrocław