Aktualności


Aktualności

Jak to się wszystko zaczęło? Elvis Presley – 84. urodziny Króla Rock’n’rolla.

16 ocen

8 stycznia 1935 roku w niewielkim mieście Tupelo, znajdującym się w amerykańskim stanie Mississippi urodził się człowiek, który do dziś pozostaje niekwestionowanym władcą rock’n’rolla. Elvis Presley to nie tylko fantastyczny wokalista, ale wyjątkowo barwna osobowość, której życie na zawsze zmieniło muzyczny świat, a echa jego twórczości wybrzmiewają do dziś w muzyce jego licznych wielbicieli. Na świecie sprzedano do dziś grubo ponad miliard jego płyt, a 120 singli błyskawicznie wskoczyło na szczyty amerykańskich list przebojów. Przyjrzyjmy się dziś skromnym początkom tej niesamowitej kariery.

Elvis Presley należał do rzadkiego w swoich czasach gatunku artystów – jego ścieżka do sławy nie była szczególnie wyboista, można wręcz powiedzieć, że młody entuzjasta czarnej – tak wzgardliwie traktowanej jeszcze w tamtych czasach – muzyki zdecydowanie musiał urodzić się w czepku. Od dziecka był szalenie muzykalny, ale dopiero nastoletnie zainteresowanie nabożeństwami gospel oraz czarnym bluesem przełożyło się na pasję, która zaowocowała spektakularną karierą. I choć początki były skromne, a szkolne lata zapowiadały co najwyżej karierę małomiasteczkowego przeciętniaka, to jednak niezbyt długo przyszło mu czekać na prawdziwą sławę.

We wrześniu 1941 roku, sześcioletni Elvis rozpoczął edukację w szkole podstawowej w Tupelo, gdzie przez cztery lata nie wyróżnił się niczym szczególnym. Był spokojnym i cichym dzieckiem, czasem wytykanym palcami z powodu uwięzionego za fałszowanie czeków ojca oraz ubrania pochodzące z kościelnych zbiórek. Jednak już w 1945 roku, zaliczył swój pierwszy występ przed publicznością. Nauczyciel Elvisa usłyszał przypadkowo, jak chłopiec śpiewa znaną piosenkę „Old Shep”, popularnego wówczas artysty country, Reda Foley’a. Wykonanie dziesięciolatka zrobiło na nauczycielu tak doskonałe wrażenie, że postanowił namówić swojego ucznia na wzięcie udziału w konkursie wokalnym podczas targów rolniczych.

Dziesięciolatek, odziany w imponujący strój kowboja, został postawiony na krześle – był bowiem tak niski, że nie można było inaczej ustawić mu odpowiednio mikrofonu. Choć nie wygrał konkursu – skończył bowiem na piątym miejscu – dla bliskich stało się jasne, że Elvis nie jest wcale takim przeciętniakiem, za jakiego uważa się go w szkole. Kilka miesięcy później dostał zatem w prezencie urodzinowym gitarę. Miło byłoby powiedzieć, że oszalał ze szczęścia z powodu instrumentu. Prawda jest jednak taka, że szanowny jubilat nieco obraził się na ofiarodawców – marzył bowiem o rowerze lub… strzelbie.  Na szczęście nie cisnął gitary w kąt – dzięki pomocy rodziny i lokalnego pastora zaczął uczyć się gry i już wkrótce nie rozstawał się praktycznie z instrumentem. Co prawda poziom jego muzycznej edukacji nie był zbyt wysoki, ale mały Elvis zawzięcie ćwiczył metodą prób i błędów.

Przeciętny samotnik z gitarą

Gitara była zresztą kolejnym powodem do bycia wyśmiewanym przez kolegów w nowej szkole – Elvis trzymał się na uboczu, brzdąkając i podśpiewując w czasie przerw. Na szczęście nie wszyscy gardzili odizolowanym nastolatkiem. Wśród kolegów z klasy Elvisa znalazł się ktoś, komu udało się wprowadzić Presleya do wymarzonego świata – stacji radiowej WELO, w której jako prezenter pracował Mississippi Slim, wykonawca z popularnego nurtu muzycznego – hillbilly.

Młodszy brat prezentera towarzyszył Elvisowi w edukacyjnych zmaganiach i słysząc jego nieśmiałe próby muzyczne postanowił przedstawić nastolatka jego idolowi. Zapoczątkowana w ten sposób znajomość Elvisa i Mississippi Slima przerodziła się w ogromna przyjaźń, a Presley do końca życia uważał Slima za swojego mentora i wielokrotnie przyznawał, że zawdzięcza mu karierę. To właśnie Slim namówił nieśmiałego muzyka na jego pierwsze występy na żywo na antenie stacji WELO.

Pierwszy występ nie należał do udanych – dwunastolatka z gitarą pożarła trema – ale tydzień później stanął na wysokości zadania. Opieka Slima nad głodnym muzycznych wrażeń dzieciakiem objęła też nieco solidniejszą naukę gry na gitarze – Presley w końcu znalazł kogoś, kto pomógł mu nauczyć się popularnych akordów i zaczął grać o wiele płynniej i dynamiczniej.

Król wyjeżdża do Memphis

W listopadzie 1948 roku Elvis musiał rozstać się z mentorem i przyjacielem – rodzina Presleyów przeprowadziła się do Memphis, a Elvis musiał znowu poradzić sobie ze zmianą szkoły. Choć czuł się już o wiele pewniej jako początkujący muzyk, nadal nie potrafił przełamać bariery nieśmiałości, zatem znowu szybko zaczęto wytykać go palcami i nazywać maminsynkiem. Miało to swoje niewątpliwe zalety – Elvis nie spędzał zbyt dużo czasu z rówieśnikami, a zamiast tego wolał doskonalić grę na gitarze, a jego domowe próby sprawiły, że zyskał zainteresowanie swojego sąsiada, o prawie trzy lata starszego kolegi ze szkoły, Lee Densona – dziś znanego jako jeden z pionierów rockabilly.

Denson porządnie zabrał się za zaniedbaną przez Elvisa od przeprowadzki naukę gry na gitarze. Był wymagający, ale też przyjacielski i niezwykle skuteczny. W 1950 roku razem z kolejnymi pasjonatami muzycznymi – braćmi Dorsey i Johnny’m Burnette zaczęli nieformalne publiczne występy w okolicy. Było to idealne lekarstwo na nieśmiałość i tremę Presleya. Wspierany przez przyjaciół w pasji nareszcie poczuł się akceptowany. I tak zaczęła się przemiana. Elvis zaczął bardziej dbać o wizerunek, zapuścił słynne bokobrody i zajął się starannym codziennym układaniem włosów w najmodniejszy wśród nastolatków sposób. W szkole przestał być traktowany jak parias i stał się zdecydowanie bardziej otwarty na nowe znajomości.

Prawdziwym przełomem był jednak konkurs muzyczny w 1953 roku, podczas którego Presley zaskoczył swoim brawurowym występem (zaśpiewał znany hit Teresy Brewer – „Till I Waltz Again with You”) wszystkich szkolnych kolegów. Jego towarzyska popularność sięgnęła szczytu. Elvis wielokrotnie wspominał, że był to jeden z ważniejszych momentów w jego życiu. Ostatecznie pożegnał się wtedy z nieśmiałością i towarzyskim zagubieniem. Wiedział już też, co naprawdę chciałby robić w życiu. Poszedł zatem do pracy – do następnego kroku niezbędna była bowiem okrągła sumka. Jej zebranie zajęło niecały rok, a potem wszystko zaczęło się bardzo szybko zmieniać.

W 1954 roku, dziewiętnastoletni Presley, zaopatrzony w niezbędną gotówkę, pojawił się w siedzibie wytwórni Sun Records w Memphis, by spróbować swoich sił wokalnych w profesjonalnym otoczeniu. Ten moment zdecydował o jego karierze, choć każdy z biografów Presleya ma inne zdanie o pobudkach artysty. Presley lubił opowiadać, że poszedł nagrać demo wyłącznie dlatego, że chciał dać je w urodzinowym prezencie swojej matce, która już dawno nauczyła się doceniać synowski talent. Elvis jednak zawsze lekko plątał się w zeznaniach, zwłaszcza gdy pytano go, dlaczego nie wybrał pobliskiego, o wiele tańszego studia nagraniowego. Chyba można zaryzykować stanięcie po stronie tych biografów, którzy posądzają artystę o pewne wyrachowanie, nabyte wraz z pewnością siebie. Presley ewidentnie chciał nagrywać tam, gdzie mógł zostać „odkryty”. Udało się.

Jego pierwsze dwustronne demo nagrane tego dnia zawierało dwa utwory – „My Happiness” i „That's When Your Heartaches Begin” – bardzo popularne wówczas ballady. Założyciel Sun Records i jego asystent byli obecni przy nagraniu i zdecydowanie wyczuli, z jakim talentem mają do czynienia. Kilka dni później poprosili go o pomoc – miał zastąpić podczas nagrania wokalistkę, która nie stawiła się do wytwórni. Nie udało się co prawda nagrać żadnego wartościowego materiału, ale po wykonaniu Presleya zaproponowano mu dołączenie do dwóch pracujących już dla Sun Records muzyków – Scotty’ego Moore’a i Billa Blacka – i zorganizowano kolejną sesję nagraniową.

W przerwie nagrywania rzewnych ballad, Elvis zaczął podśpiewywać popularną piosenkę bluesową „That’s All Right” napisaną przez Arthura Crudeupa. Efekt był natychmiastowy – porzucono ballady i nagrano nową wersję kolejnego popularnego hitu – „Blue Moon of Kentucky”. Nagranie dzięki emisji w lokalnej radiostacji stało się przebojem w Memphis. Producenci po raz kolejny poczuli zew pieniędzy. Elvis ruszył w trasę koncertową i pierwszy raz zagrał poza stanem Tennessee.

Histeria i oburzenie – Elvis wychodzi na scenę

Presley mimo młodego wieku i braku wyrobienia branżowego zrozumiał, że jest dla swoich producentów doskonałym towarem. Zdecydował zatem, że najwyższy czas na zatrudnienie menedżera. W 1955 roku został zatem podopiecznym firmy Hank Snow Attractions, w której roztoczył nad nim piecze jego słynny mentor, pułkownik Tom Parker. Parker szybko zorientował się, jaka perłę ma w swoich rękach. Natychmiast negocjował kontrakt w większej wytwórni – RCA Records. Ponieważ Elvis nadal śpiewał cudze piosenki, Parker podpisał z ich twórcami intratne umowy, które zapewniały Elvisowi dochody z… praw autorskich. Pułkownik był specjalistą w swoim fachu – to dzięki niemu wizerunek Elvisa zaczął pojawiać się w ciągu najbliższych lat na wszystkim – od koszulek przez kubki, aż do gitar.

Podczas pierwszych koncertów wiadomo już było, że narodziła się gwiazda. Presley ostatecznie wyzbył się wszelkich śladów nieśmiałości. Jego sceniczne ruchy wzbudzały rozmaite uczucia, wśród których dominowało oburzenie (dorośli) i pełen uwielbienia zachwyt (nastolatki). Jego konsekwentnie budowany styl – modne ubrania, stylowe bokobrody oraz charakterystyczna fryzura – przez niechętnych muzykowi ludzi nazywana stylizacją na „kaczy kuper” – zaczęły być najmodniejszymi wzorami do naśladowania.

Promotorzy jego koncertów często wyraźnie prosili, żeby Elvis nie był tak dynamiczny na scenie – nastolatki, zwłaszcza płci żeńskiej, wpadały w histerię i naśladując energetyczne obroty i dramatyczne ruchy piosenkarza powalały odgradzające tłum od sceny barierki. 

Wśród szału, łez, wyznań miłości rodził się przyszły Król. Już wkrótce chyba każdy gramofon Ameryki obracał płyty Elvisa po wielokroć. Największą gwiazdą Rock’n’rolla Presley pozostał do dzisiaj.

Dalsze losy Elvisa to błyskawiczna galopada wydarzeń, zakończona nagłą i opłakiwaną przez długie miesiące śmiercią. Jednak wszystko to, co działo się po 1955 roku to już zupełnie inna, ale jeszcze bardziej fascynująca historia. Opowiemy ją pewnie już wkrótce.

Komentarze (3)  /  Ocena: 4.9/5 (16 ocen)

  • kozioł37.120.156.1322019-05-16 17:22:00
    super, że artykuły o takich prawdziwych legendach też piszecie Odpowiedz
  • kartoflak185.246.208.1242019-05-24 21:38:56
    Chodząca legenda. Mam szczęście, że wychowałem się w takim wspaniałym pokoleniu. Jego muzyka jest inspiracją dla wielu artystów Odpowiedz
  • tarentino89.64.29.1412019-05-25 21:16:11
    Bóg go obdarował talentem, a nas obdarował jego osobą. W 1977 jeszcze byłem dzieciakiem, a i tak odczułem jego śmierć. Świetny artykuł 5/5. Odpowiedz
Tylko zarejestrowani klienci mogą pisać komentarze. Proszę, zalogować się lub zarejestrować

Przewodniki

Chcesz skompletować swój pierwszy zestaw audio?
Chciałbyś pogłębić swoją wiedzę? Zapraszamy do
zapoznania się z naszymi przewodnikami.

Kategorie produktów


Salony sprzedaży


Białystok
  • Apartamenty Jagiellońskie
    ul. Jurowiecka 19 lok. U3/U4
  • 85 722 29 02, 519 073 470
Bydgoszcz
Katowice
Kielce
Kraków
Lublin
Łódź
Poznań (Woźna)
Poznań (Posnania)
Sopot
Szczecin
Warszawa (Andersa)
Warszawa (Marki)
Warszawa (Naruszewicza)
Warszawa (Nowogrodzka)
Wrocław