Aktualności


Aktualności

Bluesowy smak zakazanego owocu. 51. urodziny zespołu Breakout

 Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa

Wszyscy chcieli mieć takie włosy, wszyscy chcieli być jak Mira, a zespół Led Zeppelin chciał zaprosić ich w trasę. Historia zespołu Breakout jest równie wciągająca, jak bluesowe rytmy, które zawdzięczamy Tadeuszowi Nalepie. 1 lutego obchodzimy kolejne urodziny kultowej polskiej formacji.

Głosem serca się nie kieruj, tylko forsa ważna w życiu jest” – możemy dziś dziękować opatrzności, że rady ojca dla „dużego chłopca” w jednym z najpopularniejszych utworów zespołu Breakout nie posłuchał artysta, spod którego ręki wyszedł tekst utworu „Kiedy byłem małym chłopcem”. Na szczęście Tadeusz Nalepa postanowił sięgnąć raczej po radę usłyszaną przez małego chłopca – i oddał swoje życie i serce muzyce. Choć plotka głosi, że z forsą wcale nie było tak krucho… Przynajmniej nie zawsze.

Zespół Breakout powstał w 1968 roku na podwalinach zbudowanych z muzyków zespołu Blackout – formacji założonej w 1965 roku przez Tadeusza Nalepę i Stanisława Guzka, wspieranych przez Mirę Kubasińską. Blackout grał muzykę bigbitową, ale Nalepa zawsze marzył o tym, by propagować w Polsce te dźwięki, które kochał najbardziej – bluesa. Te ambicje zostały oczywiście zrealizowane, skoro mówimy dziś o Nalepie jako kultowym twórcy bluesowym w Polsce.

Breakout podbija Europę

Do pierwszego składu Breakoutu nie wszedł, grający wcześniej z Blackoutem, Stanisław Guzek – dziś znany szerokiej publiczności głownie jako Stan Borys. W 1968 roku dołączył on do formacji Bizony, polskiej grupy instrumentalnej grającej jazz i bigbit, co zdecydowanie bardziej pasowało do muzycznej duszy Guzka. Nalepa postanowił zatem wspomóc się nowymi muzykami o bluesowych ambicjach. Poza Mirą Kubasińską w zespole znaleźli się Janusz Zieliński, grający na gitarze basowej, Krzysztof Dłutowski – organy – oraz perkusista Józef Hajdasz. Za umowne urodziny nowej formacji uznajemy datę 1 lutego 1968 roku – w 2019 obchodzimy zatem 51. jubileusz zespołu. Niestety, bez Miry Kubasińskiej i Tadeusza Nalepy…

Breakout miał wiele szczęścia – muzykami zaopiekował się nie kto inny, jak Franciszek Walicki, uznawany za ojca polskiej muzyki bigbitowej. To dzięki niemu po udanym debiucie podczas Musicoramy w lutym 1968 roku, zespół dostał kontrakt na trasę koncertową po krajach Beneluksu. W czerwcu muzycy wzbogaceni o nowego basistę, Michała Muzolfa, wyruszyli do Holandii. Trasa zajęła pięć miesięcy i wzbogaciła muzyków nie tylko o doskonałe doświadczenie, ale też o międzynarodowe kontakty. Breakout grał na największych festiwalach i w słynnych salach koncertowych, towarzysząc często uznanym światowym gwiazdom. Muzycy otrzymali nawet propozycję udania się w kolejną trasę koncertową z zespołem… Led Zeppelin! Gdyby mieli wtedy jakiekolwiek powody przewidywać, jaką sławą okryje się ta londyńska formacja, prawdopodobnie przyjęliby ofertę bez namysłu. Jednak, ponieważ Led Zeppelin dopiero raczkowało i planowało pierwszą trasę koncertową na jesień 1968 roku, nie stanowiło dla polskiego zespołu szczególnej pokusy. Muzycy postanowili jednak wrócić tam, gdzie zaczynali – do Polski, gdzie czekała na nich łaknąca powiewu Zachodu publiczność.

Breakout znaczy szaleństwo

Na początku 1969 roku Breakout był już na językach wszystkich polskich fanów bigbitu i bluesa. Piosenka „Gdybyś kochał, hej” szturmem wdarła się na pierwsze miejsce radiowej listy przebojów, a na koncerty przychodziły tłumy. W marcu muzycy skupili się na nagraniu swojego debiutanckiego albumu Na drugim brzegu tęczy, który poza hitowym singlem „Gdybyś kochał, hej” zawierał też nucony przez wszystkie polskie dziewczyny kawałek „Poszłabym za tobą”. Zamiast Krzysztofa Dłutowskiego w nagraniach wziął udział Włodzimierz Nahorny, który pokazał polskim fanom zupełnie nowe brzmienie saksofonu i fletu. Nahorny wziął zresztą później udział w kolejnym nagraniu studyjnym Breakoutu – podczas prac nad płytą 70a – oraz był regularnym członkiem zespołu do 1973 roku. Chórki na debiutanckiej płycie nagrały bardzo popularne Alibabki. Polska oszalała.

Na każdej młodzieżowej imprezie – przez wielkie i małe miasta, aż do najmniejszych kulturalnych wydarzeń w najbardziej oddalonych miejscach kraju, głośniki rozbrzmiewały nutami breakoutowych hitów, dziewczyny naśladowały oryginalny styl Miry Kubasińskiej, a wszyscy chłopcy zapuszczali włosy, które w szkole musieli kryć pod kołnierzami. Nie wszystkim podobali się jednak nowi idole – młodzież rozkochana w pierwszych „światowych” rockmanach w Polsce, coraz bardziej wymykała się spod kontroli, krzewiąc znienawidzone zachodnie wzorce. Na III Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w 1969 roku muzycy zapracowali na etykietę narkomanów i wichrzycieli – wszyscy członkowie zespołu mieli długie włosy (dlatego kamery telewizyjne skupiały się tylko na Mirze Kubasińskiej), a wokalistka była krytykowana ze względu na „dziwne ruchy w tańcu” i śpiewanie „jak w transie”. To było nie do zaakceptowanie – polityka musiała wedrzeć się w świat muzyki.

Smak zakazanego owocu

W 1970 roku do zespołu dołączył Józef Skrzek – dziś znany też ze współpracy z Czesławem Niemenem oraz jako założyciel zespołu SBB, wcześniej znanego jako Silesia Blues Band. Muzycy zrezygnowali tez z opieki Franciszka Walickiego, a plotka głosi, że ten nie był zachwycony rozstaniem z gwiazdami. Już wtedy zespół był w nie lada kłopocie – władze zaniepokojone coraz większa popularnością zespołu, który szerzył zachodnią zgniliznę moralną w polskiej młodzieży, zakazały emitowania utworów Breakoutu w radiu i telewizji, a organizatorzy imprez i festiwali nie byli szczególnie chętni do wyłamywania się z szeregu. Na szczęście nie brakowało buntowników, Breakout zatem nie tylko dał kilka koncertów, ale przygotował w 1970 roku nową płytę – wspomniane wcześniej 70a. Ponieważ zakazane owoce zawsze smakują najlepiej i są najbardziej pożądane, polska młodzież niewiele robiła sobie z zakazów, tańcząc i śpiewając z ukochanym zespołem w rytm przebojów z nowej płyty. A najlepsze dopiero nadchodziło.

Rok później muzycy wydali album, który zyskał opinię kultowego i do dziś uznawany jest za najlepszą płytę Breakoutu – chodzi oczywiście o płytę Blues, na której znalazły się m.in. utwory „Kiedy byłem małym chłopcem” i rewelacyjne „Oni zaraz przyjdą tu”. Ten właśnie album wyniósł Breakout na szczyty – nie tylko w Polsce, zachodnia publiczność także zainteresowała się polskim zespołem bluesowym. W tym samym roku zespół wspomógł też nagranie solowej płyty Kubasińskiej o prostym tytule „Mira” – dziś włącza się ją do dyskografii Breakoutu, choć toczą się spory, czy to słuszne. Płyta nieco różni się od innych wydawnictw zespołu, utrzymana jest bowiem rockowym klimacie, wzbogaconym bluesem i dość konwencjonalnym w brzmieniu popem.

W latach 1973-1975 Breakout jeździł w trasy koncertowe do Niemiec, Holandii i… ZSRR, gdzie najwyraźniej nikomu nie przeszkadzały dźwięki rodem ze zgniłego Zachodu. A robi się ich coraz więcej – w międzyczasie Breakout wydał kolejne dwie płyty – w 1972 roku Karate (nagrodzony dwa lata później Złotą Płytą), a w 1974 roku Kamienie. Jedyne czego cały czas nie udało się osiągnąć, to stabilny skład zespołu, który wyjątkowo często zmieniał muzyków. Unormowanie tej sytuacji zajęło trochę czasu, a w zespole oficjalnie znajdowali się: Mira Kubasińska (śpiew), Tadeusz Nalepa (gitara), Zbigniew Wypych (gitara basowa), Bogdan Lewandowski (instrumenty klawiszowe), Andrzej Tylec (perkusja). To ten skład nagrał w 1976 roku bardzo już oczekiwaną przez fanów płytę NOL (Niezidentyfikowany Obiekt Latający). Potem rozpoczęło się kilkuletnie koncertowe szaleństwo, władze nieco bowiem odpuściły – ciężko wygrać z kimś, kto porusza serca i umysły polskiej młodzieży.

Historia się kończy, sława nie przemija

Zanim zespół oficjalnie zakończył działalność, wydał jeszcze dwa doskonałe albumy. W 1979 roku na rynku ukazała się płyta ZOL (Zidentyfikowany Obiekt Latający), a w 1980 roku ostatni album studyjny – Żagiel Ziemi, który przygotowano z okazji Igrzysk Olimpijskich w Moskwie. Był on częścią polskiego tryptyku, na który dodatkowo złożyły się płyty Skaldów i Budki Suflera. Teksty na płytę napisał poeta Bogdan Loebl, a Tadeusz Nalepa zajął się jedynie pisaniem muzyki. Ten komercyjny produkt nie do końca przypadł do gustu samym muzykom, a fani też nie byli szczególnie zachwyceni.

Być może nagranie tej właśnie ostatniej płyty było jedną z przyczyn decyzji Nalepy o zakończeniu historii Breakoutu – muzyk zdecydował się kontynuować karierę jako solista. Zespół oficjalnie przestał istnieć w 1982 roku, choć muzycy kilka razy spotkali się jeszcze wspólnie na scenie, reaktywując Breakout na szczególne okazje. Być może byłoby ich więcej, gdyby nie zwyczajne ludzkie tragedie. W październiku 2005 roku odeszła z powodu udaru mózgu Mira Kubasińska. Dwa lata później, w marcu 2007 roku, z powodu ciężkiej niewydolności nerek zmarł Tadeusz Nalepa. Spoczywa na warszawskich Powązkach, a jego grób do dziś odwiedzają młodzi i starzy fani Breakoutu. Pozostała im jeszcze wydana w 2008 roku płyta W hołdzie Tadeuszowi Nalepie – projekt Jana Borysewicza zawiera 13 utworów nalepy w nowych aranżacjach znanych polskich gwiazd. A wszyscy, którzy chcą wzbogacić wiedzę o sekretach i sekrecikach zespołu mogą skusić się na książkę Wiesława Królikowskiego „Tadeusz Nalepa. Breakout absolutnie” – to fantastyczny wywiad rzeka ze zmarłym królem polskiego bluesa. Gdy głośniki odtwarzać będą w tle płytę Blues, a książka wciągnie po uszy, każdy zrozumie, jak wielkie emocje stoją za historią Breakoutu.

Tylko zarejestrowani klienci mogą pisać komentarze. Proszę, zalogować się lub zarejestrować

Przewodniki

Chcesz skompletować swój pierwszy zestaw audio?
Chciałbyś pogłębić swoją wiedzę? Zapraszamy do
zapoznania się z naszymi przewodnikami.

Kategorie produktów


Salony sprzedaży


Białystok
  • Apartamenty Jagiellońskie
    ul. Jurowiecka 19 lok. U3/U4
  • 85 722 29 02, 519 073 470
Bydgoszcz
Katowice
Kielce
Kraków
Lublin
Łódź
Poznań (Woźna)
Poznań (Posnania)
Sopot
Szczecin
Warszawa (Andersa)
Warszawa (Naruszewicza)
Warszawa (Nowogrodzka)
Wrocław