Aktualności


Aktualności

7 rzeczy, których nie wiecie o “Requiem dla snu”

Uwielbiane przez widzów i zachwalane przez krytyków filmy “Zapaśnik”, “Czarny Łabędź”, “Źródło”, czy ”Mother!” nigdy nie spotkałyby światła ekranu, gdyby nie pewna wstrząsająca opowieść o uzależnieniu.

Requiem dla snu 

“Requiem dla snu” pojawił się w kinach w 2000 roku i sprawił, że pewne obrazy z tego filmu zostawiły na nas blizny niczym igła na przedramieniu heroinisty. Jego niepokojąco-przejmująca ścieżka dźwiękowa spod batuty Clinta Mansella sprawiała, że każdy COŚ poczuł, gdy niemiłosiernie dudniła głośnikami. I właśnie ta dziwnie elektryzująca kinowa trauma sprawiła, że o Darrenie Aaronofskym zrobiło się bardzo głośno, mimo że miał już na koncie jeden całkiem udany film – “Pi”. Oto więcej ciekawostek na temat tego kultowego dzieła z przełomu wieków. 

Hollywood kręcił nosem na scenariusz filmu 

Kiedy Darren Aaronofsky pisał scenariusz do “Requiem dla Snu” nie był kinowym żółtodziobem. Po premierze filmu “Pi” w 1998 roku zdobył nagrodę za reżyserię i dostał nominację do Nagrody Głównej Jury na festiwalu Sundance, co przysporzyło mu niemałego zainteresowania w świecie kina niezależnego. Kiedy “Pi” okazał się nie tylko świetnym filmem, ale i finansowym sukcesem (kosztował 60 000 dolarów, a zarobił 3,2 mln), również Hollywood dostrzegło 29-letniego reżysera. Zachwyceni hollywoodzcy producenci zapewniali go, że zrealizują każdą jego wizję, ale kiedy wysłał im scenariusz do “Requiem dla Snu”, nikt nigdy do niego nie oddzwonił. 

Aaronofsky fascynował się twórczością autora “Requiem dla Snu” od wczesnej młodości

Film powstał na podstawie książki pod tym samym tytułem, którą w 1978 roku napisał Hubert Selby. Darren Aronofsky był wówczas studentem filmówki, ale znał twórczość Selby'ego już wcześniej – jego pisarski debiut z 1964 roku, “Piekielny Brooklyn” (oryg. “The Last Exit To Brooklyn”), odkrył już w college’u i rozwinął na jego punkcie małą obsesję. W późniejszych wywiadach mówił, że bardzo ujęło go kontrowersyjne, ale wyraźne spojrzenie Selby’ego na tę nowojorską dzielnicę, w której sam się wychował.

Selby i Aronofsky "widzieli" przyszły film podobnie

Selby bardzo dopingował Aronofsky'ego, gdy ten postanowił zamienić jego książkę w film, bo wiele lat wcześniej sam zaczął pracę nad adaptacją powieści, ale szło mu tak opornie, że w końcu zgubił maszynopis i stwierdził, że nie w sumie nie chce mu się go szukać. Projekt się znalazł, gdy Aaronowsky miał już trzy czwarte scenariusza i ku zaskoczeniu obu panów, ich wizje na film okazały się w 80 procentach spójne.

Ktoś naprawdę ucierpiał w czasie kręcenia sceny, w której policjant mówi “Zaraz ktoś ucierpi!”

Podczas sceny, w której Jared Leto i Marlon Wayans rzucali między sobą bronią policjanta, błędny rzut spowodował, że pistolet mocno trafił Wayansa w głowę. To takie ostrzeżenie, gdybyście kiedyś planowali atakować funkcjonariuszy po zażyciu ciężkich narkotyków (jednak prosimy: nie planujcie).

Jeszcze kilka lat temu działała flashowa strona internetowa filmu, która, jak na przełom milleniów, była bardzo nowatorska. Dziś można ją zobaczyć tylko na YouTube.

Statystami w filmie byli prawdziwi narkomani

Jeśli scena, w której świeża dostawa heroiny jest rozprowadzana wśród tłumu wygłodniałych ćpunów na tyłach supermarketu, wydaje się wam szczególnie realistyczna, to być może dlatego, że większość z tych statystów była osobami w kryzysie narkotykowym.

To nie jest film o ćpunach

"Nigdy nie byłem zainteresowany nakręceniem filmu o ćpunach" – powiedział Aronofsky w wywiadzie z 2000 roku – "Uważam, że ćpuny są naprawdę nudne." W takim razie, o czym jest “Requiem dla snu”? "Na wiele sposobów, patrzyliśmy na niego jak na film o potworze. Ten stwór był niewidzialny, żył w ich głowach. Uzależnienie." – wyjaśnił, dodając, że jest to “punkowy film, który wypełni widzów emocjami".  Coś jeszcze? "Ostatecznie film jest o tym, jak długo ludzie potrafią uciekać od swojej rzeczywistości i co się stanie, gdy gonią za swoimi fantazjami. Jest to też film o miłości, a dokładniej o tym, co się dzieje, gdy miłość idzie w złym kierunku." 

Początkowo soundtrack miał być hip-hopowy   

Jak wiele żydowskich dzieciaków z Brooklynu lat osiemdziesiątych, Aronofsky dorastał w otoczeniu czarnych nut. Clint Mansell, który skomponował ścieżkę dźwiękową, powiedział, że pierwotnie reżyser chciał, by filmowi towarzyszyły przearanżowane przez kompozytora klasyczne hip-hopowe kawałki, jednak żadna z tych kompozycji nie oddawała klimatu, jakiego oczekiwał Aronofsky. Mansell ucieszył się na zmianę kierunku muzycznego, bo, jak sam przyznał, hip-hop nigdy nie był jego mocną stroną. Zamiast tego powstała elektroniczno-symfoniczna muzyka, o której trudno zapomnieć.

Tylko zarejestrowani klienci mogą pisać komentarze. Proszę, zalogować się lub zarejestrować

Przewodniki

Chcesz skompletować swój pierwszy zestaw audio?
Chciałbyś pogłębić swoją wiedzę? Zapraszamy do
zapoznania się z naszymi przewodnikami.

Kategorie produktów


Salony sprzedaży


Białystok
Bydgoszcz
Katowice
Kielce
Kraków
Lublin
Łódź
Poznań (Posnania)
Poznań (Woźna)
Rzeszów
Sopot
Szczecin
Warszawa (Andersa)
Warszawa (Marki)
Warszawa (Naruszewicza)
Warszawa (Nowogrodzka)
Warszawa (Romaszewskiego)
Wrocław